Moja dziewczyna miała trudne dzieciństwo


I mógłbym się założyć, że twoja też.
Uświadomienie sobie tego to pierwszy krok do zrozumienia kobiet.
Oczywiście nie chcemy w pełni ich zrozumieć, bo pamiętamy, jak wujek Demokryt mówił: “Nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko stanie się niezrozumiałe”, ale dla wspólnego dobra i powszechnego szczęścia warto chociaż liznąć (hehe) temat.

To wiekopomne odkrycie, jak wiele wiekopomnych odkryć wcześniej, nastąpiło nagle i niespodziewanie. Nie dochodziłem do niego. Nie szukałem. Po prostu nagle zostało mi objawione. Dlaczego tak późno? Pewnie dlatego, że najważniejsze prawdy odkrywamy dopiero kiedy jesteśmy starzy. A jak inaczej, jeśli nie starością, mam nazwać stan, kiedy zamiast tworzyć nowe wakacyjne wspomnienia, wspominamy dzieciństwo. Tego lata dzieciństwo wspominałem lub było przy mnie wspominane wielokrotnie. Najwidoczniej dwadzieścia kilka to nowe pięćdziesiąt. Albo nasze dwadzieścia kilka sumuje się z ponadtrzydziestostopniowymi upałami i czynią z nas damy i gentlemanów w okolicach sześćdziesiątki.
Wracając do sedna.

Kiedy wspominam dzieciństwo i dorastanie lub kiedy wspominają je moi koledzy, zazwyczaj są to wspomnienia proste i radosne. Czasami przyprawione nutą heroizmu, czasami wzruszenia, ale jednak proste. Proste w sposób chłopięcy. Pamiętam zabawy w wojnę na osiedlu i poszukiwania idealnego patyka, przepraszam, karabinu. Pamiętam, jak znalazłem idealny kamień do puszczania kaczek i dylemat, czy jestem już wystarczająco dobry, żeby go użyć, bo drugiej szansy przecież nie będzie. Podjęcie decyzji było chyba najtrudniejszym momentem pierwszych siedmiu lat mojego życia. Następne siedem to w mojej pamięci pierwsze bójki, pierwsze buzi, pierwsze podejrzane cycki i pierwsze cycki dotknięte. Czyli same fajne rzeczy. Nawet szlabany były fajne, bo w końcu miałem czas, żeby poczytać.
I te wspomnienia, w większym lub mniejszym stopniu, pokrywają się ze wspomnieniami moich kolegów.

Ale dziewczynki? Dziewczynki mają gorzej.
W pewien zawoalowany sposób próbowała nam to chyba przekazać pani od przygotowania do życia w rodzinie, mówiąc, że “dziewczynki szybciej dorastają”. Ich dorosłość objawiała się problemami, o których my nie mieliśmy pojęcia.

Kiedy my honorowo laliśmy się za boiskiem, pamiętając, że w ryj albo w szczepionkę należy się tylko rudym i najgorszym zbrodniarzom przeciwko rzeczpospolitej chłopięcej, one wyrywały sobie włosy i wydrapywały sobie oczy.
Kiedy my łapaliśmy pierwsze cycuchy, one z zawiścią patrzyły na koleżanki, które je już miały albo miały większe. Były ze swoimi problemami o całe lata przed nami, bo widoczny problem z tym, komu rośnie, a komu nie, mamy dużo później.

Dni, które w naszym domu spędzali kuzyni, pamiętam jako jedne z najlepszych dni. Kiedy byliśmy młodsi, zabawa była beztroska, parę resoraków wylatywało w powietrze, a rodzice, chcąc zapewne uniknąć dalszych eskalacji aktów piromancji, czuli się zobowiązani do organizacji atrakcji. Kiedy byliśmy starsi, taka wizyta wiązała się bezpośrednio z odroczeniem godzin spania, bezcennymi zgodami na samodzielne wyprawy nad jezioro i dużo większą łatwością wydębienia dodatkowego piątaka. Nic tak dobrze nie przełamywało lodów, jak lody i zimna oranżada. I te wspomnienia, w większym lub mniejszym stopniu, pokrywają się ze wspomnieniami moich kolegów.

A K? Ona z podobnych wizyt, owszem, pewnie ma miłe wspomnienia, ale wszystkie przykrywa to jedno, kiedy chłopcy z podwórka pod wpływem loków, nieśmiało rysującego się pod bluzką pierwszego staniczka i truskawkowej pomadki jej kuzynki, zupełnie, jednocześnie, jednogłośnie i nieodwołalnie stracili biedną i powszednią K zainteresowanie. I to wspomnienie, w większym lub mniejszym stopniu, pokrywa się ze wspomnieniami jej koleżanek. Na przykład tej, która do tej pory nie może poradzić sobie z faktem, że przez kolegów zawsze była traktowana jak fajny kumpel w długich włosach. Albo tej, która nigdy nie została zepchnięta z pomostu do wody, bo miała starszego brata.

A jakby z nami nie miały za młodu ciężko, to jeszcze z rozkoszą oddają się dosrywaniu sobie nawzajem i rozpamiętywaniem wszystkich złośliwości. I komplementów pod kątem zawoalowanej złośliwości. Czy którykolwiek chłopiec usłyszał w dzieciństwie “ale jesteś wysoki, ja nie chciałbym być taki wysoki. Jak żyrafa”? K usłyszała. Miałem kiedyś dziewczynę, która miała piękne długie rzęsy. Nienawidziła ich, odkąd w pierwszej klasie podstawówki usłyszała, że ma rzęsy jak krowa. Podczas kiedy nam za wygląd obrywało się tylko w wypadku, kiedy byliśmy rudzi, one były już w pełni świadome tego, jak ważna jest uroda i wyprzedzały nas o całe kilometry na drodze do wyrobienia sobie pełnego zestawu kompleksów i lęków.

Dlatego, kiedy następnym razem kobieta zrobi przy tobie coś niezrozumiałego, pozornie nielogicznego lub nawet całkowicie abstrakcyjnego, zamiast się śmiać lub denerwować, weź oddech i przypomnij sobie, że prawdopodobnie miała trudne dzieciństwo i należy jej się odrobina wyrozumiałości.
A jeśli to ci nie pomoże… Cóż, może przypomnij sobie, że przez całe życie, nie tylko w dzieciństwie, muszą siadać do sikania.