Ciągle nowe kanony kobiecego piękna


Wiecie, czym jest kanon? Normalnie zakładałbym, że skoro potraficie czytać, to najprawdopodobniej jesteście na tyle inteligentni, że wiecie. Ale skoro masa matołków, którzy teoretycznie potrafią pisać, zapomniała, to nie zdziwię się, jeśli wam też się zdarzyło. W związku z tym zacznijmy nasze dzisiejsze spotkanie od przypomnienia:

Kanon:
(...)
(źr. Wikipedia)


Ale przede wszystkim kanon to bardzo modne słowo, będące ostatnio w ciągłym użyciu. Z dwóch powodów.
Pierwszy to nieustająca od kwietnia 2014 dyskusja o zasadności uczynienia Expanded Universe niekanonicznym dla uniwersum Star Wars.
Drugie to zmieniające się w ekspresowym tempie “kanony kobiecego piękna”. Tak szybko, jakby drugim znaczeniem dla kanonu nie była armata, a karabin maszynowy. Tempo zmian jest tak wysokie, że mężczyźni na całym świecie najzwyczajniej nie nadążają. Ledwo przyzwyczają się i nauczą odczuwać pociąg w stosunku do jednego kanonu, a on już się zmienia. I właśnie na tym się dzisiaj skupimy.

Bo to straszna bzdura jest.

Nie ma już kanonów, tak samo jak nie ma już Beatlesów. Żyjemy w zupełnie innych czasach, jesteśmy przyzwyczajeni do zupełnie innej konsumpcji. Tak muzyki, jak obrazów i ciał. Nie będzie kolejnych Beatlesów, kapeli popularniejszej od Jezusa, bo nie jesteśmy już skazani na to, co serwują nam wytwórnie. Muzyki, gatunków, podgatunków jest tyle, a dostęp do nich jest tak łatwy, że każdy znajdzie coś dla siebie, nawet jeśli potrzebuje śpiewanego po sunnicku classic black indie nu-metal folku. Coraz rzadziej słuchamy albumów, coraz częściej personalizowanych playlist. Coraz mniej w naszym życiu telewizji, coraz więcej streamów i VOD.

Coraz mniej będących obiektem masowych westchnień seksbomb. Coraz więcej matołków wieszczących nastanie nowego kanonu. Spójrzcie tutaj. 


Według samego naTemat (#bekaznatemat, pozdro Janek) kanon zmienił się w tym roku już dwukrotnie. I to znacząco, bo z braku cycków i dużego tyłka przeszliśmy błyskawicznie do dużych sztucznych cycków i tatuaży.

Drogi świecie!
Cycki i tatuaże nie są kanonem. Nie są ogólnie przyjętą normą. Wzorem. Są modą. Modą wcale nie nową i wcale nie specjalnie popularną. Że Suicide Girls zbierają po kilkadziesiąt tysięcy serduszek na Instagramie? Po pierwsze, uznawać duże piersi za cechę charakterystyczną SG to co najmniej nadużycie. Po drugie, jest masa dziewczyn o przeróżnym typie urody, które zdobywają lajków tyle samo i więcej. Po trzecie, najważniejsze, ilość serduszek na Instagramie o niczym nie świadczy. Tak jak liczba lajków, wyświetleń na snapie i share’ów na Twitterze. Bo, mimo wszystko, świat to ciągle coś więcej niż internet.
Wszystkim wieszczącym zmierzchy i wschody nowych trendów proponuję od czasu do czasu wyjść na ulicę. Usiąść w ogródku jakiejś fajnej kawiarenki. Znaleźć miejsce w cieniu, plecami do ściany, z dobrym widokiem na to, kto wchodzi, a kto wychodzi. Z widokiem na to, kto przechodzi. I, jak to się fajnie mawia, poobczajać dupeczki. I może zobaczy się jedną z dużym biustem i dziarami. Może 4, które chciałyby tak wyglądać. Wśród setek kobiet, które wyglądają zupełnie inaczej, do innego wyglądu dążą i o zupełnie innym wyglądzie marzą.
A pomiędzy nimi przemykać będą, a jakże, chłopcy i mężczyźni. Z których kilku na pewno marzy o swojej własnej Harley Quinn. I wielu więcej, którzy marzą o takiej, która wygląda jak modelka Victoria`s Secret. Paru fanów kobiet rubensowskich. Paru zupełnych chudzielców. Cała masa gości, dla których wygląd jest bez różnicy, byle zaliczyć.

Więc kto lub co miałoby pozwolić wyodrębnić jakiś kanon?

Nikt i nic. Bo żyjemy w niekanonicznych czasach. Postmodernizm i eklektyzm górą. Modne jest wszystko. Mieszamy style i gatunki, szukając tego, co nam odpowiada. Skoro personalizujemy tak prozaiczne rzeczy jak buty i telefony, dlaczego miałby zaspokoić nasze potrzeby określony typ urody, ze sztywno narzuconymi ramami?

Chyba że się mylę. Ale to będzie można stwierdzić dopiero wtedy, kiedy uda się określić faktyczny kanon kobiecej urody.
Czyli z perspektywy czasu, nie trzech miesięcy. Nie od razu wygląd Brigitte Bardot czy Romy Schneider zyskał status klasycznego i kanonicznego, więc Kim Kardashian i Iggy Azalea też dajmy trochę czasu.