Moja dziewczyna jest kotem. Twoja pewnie też


Kiedyś, kiedy byłem trochę głupszy, sporo młodszy i zdecydowanie ładniejszy, myślałem, że najgłupsze w dziewczynach jest to, że nigdy nie potrafią powiedzieć, o co im chodzi, i że nie lubią w pupę. Teraz, kiedy jestem starszy, wiem, że potrafią powiedzieć, o co im chodzi, tylko trzeba się nauczyć słuchać, a z tym w pupę wcale nie jest do końca tak, że nie lubią.
Tym samym miejsce najgłupszej kobiecej cechy zajęło ich pojmowanie czułości.

Pojmowanie czułości, które, im dłużej o tym myślę, więcej ma wspólnego z kotem niż człowiekiem. To o to musiało chodzić Francuzom, kiedy najbardziej czułą rzecz, jaką możesz zrobić kobiecie, ochrzcili na cześć koteczka.

“Kochanie, nie dzisiaj, boli mnie głowa” może i jest clue oklepanego seksistowskiego żartu, a powiedzenie “jak suka nie da, to pies nie weźmie” to szczyt perfidii i głupoty, ale te zdania niosą za sobą pewien ładunek prawdy. O ile można przyjąć, że inicjatorami czułości, w tym seksu, jesteśmy na równi, to ostatnie słowo należy do kobiety.

Kto decyduje kiedy?

Weź na kolana kota. Nie weźmiesz, chyba że sam przyjdzie albo pozwoli się wziąć.
A przyjdzie, najpewniej, w najmniej odpowiednim momencie.
Kot: O, widzę, że pracujesz, byłoby szkoda, gdyby ktoś jebnął się na twojej klawiaturze i nie chciał zejść.
Kobieta: O, widzę, że gotujesz. To idealny moment, żeby przyjść, przytulić się do twoich pleców, zacząć cię obmacywać, szeptać ci do ucha i ciągnąć do łóżka.

I na nic twoje “Panie Kocie, muszę pracować” albo “Kochanie, może akurat nie w momencie kiedy smażę na głębokim oleju. Pamiętasz tę urban legend o tym, jak kobieta zaczęła robić laskę facetowi, kiedy gotował, on niechcący strącił patelnię z gazu, oblał ją olejem, a ona odgryzła mu członka? Kochanie, nie, to nie była sugestia” się nie zda. Chce się głaskać teraz, to będziesz się głaskał.


Kto decyduje, z kim możemy się bawić?

Tylko spróbuj wrócić do domu, pachnąc innym kotem.
Albo kotem innej.

Kto decyduje, co robimy i jak daleko się w tym posuniemy?

Kot: “No chodź, głaszcz mnie. Och tak. Tu. Po grzbieciku. Taaak, wzdłuż sierści. Tak, proszę, zahaczaj o ogon. Taaak… Co? Co ty kurwa zrobiłeś? Dotknąłeś mojego brzucha? DOTKNĄŁEŚ BRZUSZKA? Ty zboku, ty perwie, pozwól, że w zamian upierdolę ci rękę”.
Ale sam najbardziej lubi poleżeć na twoim brzuchu. I powbijać pazurki. No jak to nie lubisz? On tak okazuje miłość. Przyzwyczaj się.
Kobieta: “Mocniej. Mocniej! MOCNIEJ! Aua, nie tak mocno, pogrzało cię?!”
“Bierz mnie, jak tylko chcesz! Ej, ale nie tak!”

Nie dotyczy to tylko seksu, ale harców w ogóle.
Jedną z rzeczy, które robią sobie praktycznie wszystkie pary, które znamy, jest wzajemne znęcanie się nad sobą, inaczej zwane miłosnymi zapasami. Przybiera przeróżne formy, od bicia się poduszkami, przez łaskotki, aż po lizanie się po oczach i gryzienie włosów. Jakoś te napięcia w związkach trzeba rozładowywać, odkąd po feministycznej rewolucji okazało się, że jednak nie wypada żony bić. I mimo, że zabawy mogą przebiegać w najróżniejszy sposób, kończą się tak samo. Kiedy kobieta oznajmia, że mężczyzna posunął się za daleko. Nie ma znaczenia, że w praktyce bardzo trudno jest odróżnić droczące “och, nie, przestań” od kategorycznego “oh, nie, przestań”. Nie ma znaczenia, że przed chwilą wsadziła ci “niechcący” kolano w krocze. Albo że nie zrobiłeś nic innego niż przez ostatnie pół godziny. Przegiąłeś pałę i teraz poniesiesz konsekwencje.

Kary kota są jeszcze do zniesienia. Nasika ci do butów, podaruje ci martwego ptaka, grożąc wzrokiem, że twój będzie następny. Zrzuci smartfona ze stołu. Wyśpi się na twojej białej koszuli. W ostateczności ma pazury i zęby.
Zraniona kobieta może zrobić dokładnie to samo, tylko bardziej. I jeszcze więcej. W ostateczności ma pazury i zęby.

No i koronny argument, dla tych, którzy są jeszcze sceptyczni. Na nim zakończymy.
Kojarzycie ten archetyp trzydziechy otoczonej kotami? To nie żaden mit. Ona najzwyczajniej w świecie nie znalazła człowieka, więc teraz łączy się w stado.
True story.