Nie mam czasu dla gorszych ludzi


Jest jedna rzecz, która nie przestaje mnie zadziwiać. Teoretycznie internet to wspaniałe narzędzie pracy i rozrywki. Sprawia, że tysiące kilometrów to żaden dystans, a bariera językowa to żadna bariera. Zawiera w sobie galaktyki świetnych rozwiązań i pomysłów. Tony bezpłatnej wiedzy i jeszcze większe masy darmowej pornografii. Jest potencjalnym nośnikiem większych i mniejszych idei i odkryć.
Teoretycznie, wziąwszy pod uwagę, ile jest w nim dobra, powinienem codziennie wynosić z niego nową wspaniałą rzecz.
W praktyce każdego dnia trafiam w nim głównie na tony obrazków z kotami i tłumy najgorszych ludzi na świecie.

Nie najgorszych w sensie złych. Chociaż bardzo wytrwale szukałem, nie poznałem jeszcze żadnego geniusza na poziomie czarnego charakteru ze starego filmu o Bondzie. Najgorszych w sensie tych, którymi najgorzej na świecie być. Takich, na których widok na ulicy wzdycha się i przewraca oczami. Takich, na których nawet własna matka nie reaguje inaczej, niż szepcząc do siebie “o nie, tylko nie on”.

Zrobiłem sobie z nich pewien rodzaj odwróconej kolekcji. Takie pokemony od tyłu.
Najpierw, korzystając z wrodzonej ludzkiej zdolności do przypinania innym łatek i etykiet, w pamięci i sercu przypisuję ich do jednej z kategorii. W uproszczeniu wyglądają one tak:

1. Wieczni malkontenci. Nikt i nic nie jest w stanie ich zadowolić. Jedyną radością w ich marnym życiu jest mówienie innym, że w ich życiu nie ma radości. Wolą marudzić, że ich na coś nie stać, zamiast na to zarobić. Wolą narzekać, że są grubi, niż schudnąć. Jeśli pani buzia poskąpiła im niedostatków i nie mogą przypierdalać się do swojego życia, będą narzekać i krytykować innych.

2. Słabi trolle. Swoje życie poświęcają podpuszczaniu ludzi. Niestety, zupełnie im to nie wychodzi. Są albo zbyt oczywiści w swoim trollowaniu, albo zbyt abstrakcyjni. Nie ma nic smutniejszego niż kiepski troll…

3. … oprócz genialnego trolla. Są tak świetni w tym, co robią, że nikt nigdy nie traktuje poważnie tego, co mówią. Może słusznie, bo jako niewolnicy swojego talentu nie są w stanie przestać.

4. Ci, którzy nie zrozumieli. Marcin Świetlicki powiedział, bardzo trafnie zresztą, że “najgorsze są oczy tych, którzy nie rozumieją dowcipów”. Powinniśmy być wszyscy wdzięczni, że przez internet zazwyczaj nie widać oczu, bo wszyscy chodzilibyśmy z sercami złamanymi przez wzrok nierozumiejących rzesz. Potrafią nie zrozumieć lub zrozumieć źle dosłownie wszystko. Ich niezrozumienie nie ogranicza się tylko do dowcipów, ale może sięgnąć w każdą dziedzinę życia. Od przepisu na ciasteczka, po fakt, że balerinki są do dupy. Od faktu, że Aniołki Victoria’s Secret są lepsze od większości ludzi, aż po fakt, że antysystemowy kandydat na prezydenta nie jest antysystemowy, bo kandydując, na własne życzenie staje się częścią systemu. Jednak gorszy od samego niezrozumienia jest fakt, że nawet nie jest im z tego powodu głupio i zamiast spróbować zrozumieć, reagują agresją.
Bardzo żałuję, że nie mam czasu im wytłumaczyć.

5. Zaangażowani. Nie ci, którzy próbują coś zmienić. Ci, którzy uważają, że zmiana polega na szerowaniu na fejsbuku, lajkowaniu na fejsbuku, komentowaniu na fejsbuku i braniu udziału w wydarzeniach na fejsbuku. Widać to idealnie na przykładzie wydarzeń zakładanych w związku z wyborami prezydenckimi. Gdzieś na świecie umiera narwal za każdym razem, kiedy jakiś debil kliknie wezmę udział pod “W pierwszej turze głosowałem na Kukiza, w drugiej turze zagłosowałbym znowu na niego, ale podobno nie można, więc waham się pomiędzy Dudą a Stannisem z krzesłem na głowie”.  W tej kategorii prym święcą neofici. Przebudzili się po latach bezczynności i w nagłym zrywie świadomości tego, jak zły to świat, stali się wyznawcami dziwnych opcji politycznych, wegetarianizmu albo innego biegania.

6. Obrońcy wolności słowa. Są przekonani, że wolność polega na tym, że można, a wręcz należy powiedzieć, co się chce i gdzie się chce. Głuptaski.

7. Specjaliści. Zawsze wiedzą lepiej. Zawsze. Nie kłóć się ze mną. Zawsze. Czaisz?

8. Hejterzy. Na samym końcu, bo jest po trochu każdym z poprzednich. Kiedy czegoś nie lubią, zamiast to olać, poświęcają swoje życie mówieniu, jak bardzo tego nie lubią. Mając uczulenie na ciasteczka, jedzą ciasteczka tylko po to, żeby móc pozwać producenta.
Trochę nie rozumieją, trochę są zagubieni. Czasami specjalnie przesadzają w stylu trolla, czasami są myleni z trollami, kiedy mówią całkowicie poważnie. Ale głównie to małe smutne osoby, które nienawidzą siebie/ciebie/kogoś/wszystkich i tę nienawiść wylewają z siebie strumieniami słownego i mentalnego rozwolnienia.

Oczywiście kategorie się ze sobą łączą, mają podkategorie i warianty, ale to taka złota ósemka, której używam na co dzień. Czy występują poza internetem? Oczywiście, ale dobrze się kamuflują. To w internecie wszystkim coś odbija i nagle zaczynają uważać, że to, co mają do powiedzenia, kogokolwiek obchodzi. Dlatego radzenie sobie z nimi uczyniłem kolejnym etapem mojej zabawy.

Kiedy już mi się jeden trafi kataloguję go i, jak lepidopterolog hobbysta, przypinam szpilką w małym pudełeczku, zamykam, ale zamiast dodać do kolekcji, wyrzucam i całkowicie o nim zapominam.
Jeśli mogę, kasuję jego komentarz, banuję, usuwam ze znajomych. Jeśli nie, omijam szerokim łukiem.
Nigdy do niego nie wracam.

Słyszysz? Dlatego nie dostajesz odpowiedzi na pytanie, skąd ten ban albo czemu nie ma twojego komentarza. To nie twoja wina, po prostu takim jesteś człowiekiem, a ja jestem człowiekiem, który nie może poświęcić ci nawet minuty więcej.

Jest zbyt wielu fajnych ludzi, żeby tracić czas na tych gorszych.