Czego dowiedzieliśmy się z Hajs Szafiarek Gate


Stare śląskie przysłowie mówi, że “kryzysy w social mediach wybuchają w piątki”. Jak widać nie zawsze. Okazuje się, że dobra kryzysowa bomba może być zdetonowana w niedzielę, a huknąć i  gruchnąć dopiero w poniedziałek. Tylko czy dowiedzieliśmy się dzięki niej czegoś nowego, czy jej jedynym efektem było wyrzucenie w powietrze sterty gówna? Jako jedyna osoba w Polsce postanowiłem zadać sobie wielki trud i odpowiedzieć na to pytanie. Taki jestem zajebisty.

Zacznijmy może od tego, czego się nie dowiedzieliśmy, a co wszyscy starają się nam wmówić.
NIE DOWIEDZIELIŚMY SIĘ, ILE ZARABIAJĄ SZAFIARKI. Dowiedzieliśmy się, na ile wyceniają swoją pracę. To różnica, a wynagrodzenie po negocjacjach może się różnić. Może, co nie znaczy, że musi. Jedynym sposobem, żeby dowiedzieć się, ile zarabiają blogerzy (w tym szafiarki), jest sprawdzenie ich PIT-ów albo wyduszenie z nich prawdy. Poprzez tortury najlepiej. Co, moim zdaniem, powinno zrobić się czym prędzej, bo jak widać wiedza ta jest narodowi do życia niezbędna. Poza tym to dobra okazja, żeby zrobić kuku tym wszystkim obibokom z internetów, którzy nie wiedzą, jak prawdziwe życie wygląda i boli. Głównie w dupę.

Dowiedzieliśmy się, że szafiarki stanowczo za nisko wyceniają swoją pracę. Niektóre stawki są wręcz śmieszne. Przy takich zasięgach i zdecydowanie mniejszym zaangażowaniu odbiorców tradycyjna prasa bierze więcej. Często dużo więcej. A musicie wiedzieć, że blogerzy sprzedają. Szafiarki bardzo sprzedają. Gdyby nie sprzedawały, gdyby reklama u nich nie była opłacalna, to nikt by im tych pieniędzy nie dał. To jest biznes, prawdziwy biznes, a nie dokarmianie biednych i wychudzonych dziewczynek z internetowymi pamiętniczkami.

Dowiedzieliśmy się, że Karolina Korwin-Piotrowska potrafi bez problemu i praktycznie na zawołanie wydalić z siebie tekst na poziomie Onetu albo innego naTemat. Właściwie nie ma się czemu dziwić, skoro właśnie na Onecie ten tekst się znalazł. No żeby już w leadzie tak się pierdolnąć? Dwa razy?

onet

No weź, Karolina, jeśli się dowiedzieliśmy, to proszę, pokaż mi, w którym miejscu, bo ja za cholerę nie widzę. Prowokacją też to raczej nie jest, bo cenniki są raczej jawne. Jeśli jest inaczej, to po kilka razy w tygodniu prowokują mnie agencje i od dziś czuję się zaszczuty.
I, przy okazji, skoro stawki mają być jawne, to ile dostałaś za ten wspaniały felieton?
Bo, na przykład, ten akapit jest śliczny. Całkowicie szczerze uważam, że zasługuje na milion złotówek.

onet

No proszę, niech wejdą, niech zakasują. Ja bardzo chętnie poczytam dobrego bloga. Nikt nikogo jeszcze z blogosfery nie wyrzucił, nie trzymał z dala od koryta tylko dlatego, że jest lub był dziennikarzem.
A może, tylko może, dziennikarzy ma się za nic, bo zwyczajnie coraz mniej sobą reprezentują i zamiast odejść z godnością, zalewają ludzi swoim mentalnym rzygiem. Bo zdanie “żeby się upodlić, podczytuję Jessikę albo niezawodną jeśli chodzi o martwicę mózgu Szarlizę” ma, moim zdaniem, więcej wspólnego z rzyganiem niż dziennikarstwem. Na Blog Forum Gdańsk tak nie plułaś. Na BFG byłaś miła. Czyżby (jak mawia gimbaza, więc wybaczcie mi wszyscy sformułowanie - to nie ja sprowadziłem dyskusję na ten poziom) “kozak w necie, pizda w świecie”?

Dowiedzieliśmy się też, że twórcy tej “udanej prowokacji” (lol) sfrajerzyli. I to ciężko. Już nawet nie chodzi o to, że nie sra się do własnego gniazda. Po co, no po co blogerzy mają kopać się po kostkach? Już nie wystarczy, że zdychający dziennikarze rzucając się w konwulsjach, czasami zahaczą nas stopą? Po co? Dla chwili fejmu? Jakiego fejmu, skoro nawet taki strażnik dziennikarskiej rzetelności jak KKP nie potrafi poprawnie podlinkować waszego tekstu? Z zawiści? Chyba z zawiści, skoro sami w swoim bio nazywacie się “typowymi Polakami”.


No wstyd. Chciałbym napisać, że blogosfera wam tego nie zapomni, gdyby nie fakt, że blogosfera bardzo szybko o was zapomni.

W końcu dowiedzieliśmy się, chociaż to oczywiście nic nowego, że mentalnie jesteśmy zaściankiem. No jaki normalny człowiek może się przypierdalać do kogokolwiek o zarabianie kasy? Ja, na jakimś tam poziomie, rozumiem, że tak wiele osób się zagubiło w trakcie kupnej afery z modelkami z Dubaju. że niektórzy poczuli, że moralnie stoją wyżej, że mają prawo oceniać i ferować wyroki. Nie, nie stoją. I nie, nie mają. Ale tak, wiem, że seks, uroda, pieniądze i Arabowie w jednej aferze to dla wielu może być za dużo. Ale w tym wypadku to o wiele prostsza sytuacja. Młodzi ludzie, którzy legalnie i samodzielnie zarabiają niemałe pieniądze, powinni być stawiani za wzór, a nie linczowani. To, że ty albo twoja matka, albo ktokolwiek inny zarabia 4 zł za godzinę, wykładając chemię w supermarkecie, to nie ich wina.

pudelek
Rozżalonego Mietka z mentalnym wąsem i fryzurą w kształcie cebuli insynuującego, że szafiarki puszczają się za kasę, jestem w stanie zrozumieć. żona mu nie daje, zarabia 1300 zł miesięcznie, ksiądz, który był jego jedyną prawdziwą miłością, nie chce go, odkąd skończył 13 lat, i nie ma absolutnie żadnych perspektyw, więc wylewa z siebie żółć, gdzie tylko się da. Inaczej zatrułaby go i zabiła.
To, że momentalnie znajdują się tysiące innych Mietków i Grażyn, którzy uważają, że należy mu przyklasnąć, mnie przeraża.
Gratuluję, za sprawą tych lajków Mietek będzie miał myśl, dzięki której stanie mu na cowieczorne trzepanie.
Będzie marszczył, myśląc o tym, jaki jest dowcipny i popularny.
W sprawiedliwym świecie marszczyłby czoło nad wezwaniem do prokuratury.
Było go stać na świetny żart, ciekawe, czy byłoby go stać na prawnika.
Bo szafiarki raczej tak.