Jak radzić sobie ze smarkaczami - poradnik dla dzieciosceptyków


Nie jestem specjalnym fanem dzieci. Można było to poczuć, czytając ten pamiętny tekst, po którym matki w Polsce podzieliły się na dwa obozy i zaczęły toczyć nieustającą walkę na forach. Ale błędem byłoby myślenie, że dzieci tak zwyczajnie nie lubię.

Noworodków się boję. Uwielbiam obserwować jak te w wieku przedprzedszkolnym zaczynają powoli ogarniać rzeczywistość, logicznie myśleć i frustrować się, że nie są w stanie nic powiedzieć i nikt ich nie rozumie. Później, kiedy stają się cwaniackimi gówniarzami, powoli ewoluującymi w gimby, tracę zupełnie zainteresowanie i prawdopodobnie nie odzyskam go do momentu, kiedy zrobią prawo jazdy i przydadzą się do odwożenia z imprez.

Jak to jednak w życiu bywa, nie ma to żadnego znaczenia. Czy chcesz, czy nie, dzieci zawsze będą w twoim otoczeniu. Tak jak idioci na przykład. Jedyne, co pozostaje, to pogodzić się z tym. I może sobie trochę ułatwić. Bo, widzicie, dzieci mają bardzo podobny program do kotów. Nie lubisz sierściucha, okazujesz mu to, a on stwierdza, że musi cię w takim razie obdarzyć miłością. Kochasz kociaczka i chcesz go pogłaskać, więc możesz być pewny, że sam nie przyjdzie, a kiedy spróbujesz się zbliżyć, pochlasta cię po twarzy swoimi jebitnymi zatrutymi pazurami śmierci.
Jeśli chcesz mieć spokój z dziećmi, musisz sprawiać wrażenie osoby, która je lubi. Szybko się tobą znudzą. A jak przy okazji wyrobisz sobie odrobinę autorytetu, to poradzisz sobie z nimi w praktycznie w każdej sytuacji.

Po pierwsze, rozmawiaj z dzieckiem jak z dorosłym. Ale tego nie muszę ci mówić. Wszyscy, którzy nie lubią dzieci, rozmawiają z nimi jak z dorosłymi. Dzieci to doceniają. Za to wszystkich swoich fanów nawijających do nich w puciupuciuesperanto uważają za idiotów. I właśnie ich towarzystwo wybierają. Idiotami łatwiej sterować. Ale jak mówiłem, to już wiesz, więc lećmy dalej.

Mój ojciec zwykł mawiać, że są tylko trzy skuteczne metody wychowawcze. Szantaż, przekupstwo i zastraszenie. Z tych trzech nas dotyczy tylko przekupstwo. Nie mamy zamiaru takiego obcego dzieciaka  wychowywać, w myśl zasady: nie mój cyrk, nie moje małpy. Chyba że to jednak twoje dziecko. Wtedy czytanie tekstu o tym, jak radzić sobie z dzieckiem, kiedy się dzieci nie lubi, czyni cię, według wszelkich standardów, potworem. Przekupstwo jest cudowne na miliard różnych sposobów. Oczywiście, jako osoba, która nie lubi dzieci, nie masz zielonego pojęcia, czym sprawić im radość. Niestety, Pokemony i G.I. Joe w większości przypadków nie działają mniej więcej od końca lat 90, czyli czasu, kiedy dzieci popierdoliło bardziej niż dotychczas. Gwiezdne Wojny i Transformersy, które kochają (w żeńskiej wersji wymień na Kucyki), to nie są te Gwiezdne Wojny, które my kochamy. Na szczęście są ich rodzice. Wystarczy postępować według następujących punktów:

1. Powiedz rodzicom oswajanego dziecka, że planujesz kupić coś ich pociesze.
2. Słuchaj przez 20 minut o tym, jak to nie powinieneś nic kupować.
3. Mimo wszystko poproś o pomoc w zakupie.
4. Dostań listę rzeczy, które już ma, tych, których nie ma, i tych, których masz, broń cię wielki zielony borze, nie kupować.

Te ostatnie interesują cię najbardziej. Z naciskiem na słodycze. Z naciskiem na te, na które ma uczulenie. Scenariusz przebiega mniej więcej tak.

Kupujesz Kinder Niespodziankę dziecku uczulonemu na czekoladę.
Dajesz mu ją przy rodzicach (musisz się spieszyć, żeby nie zdążyli zareagować).
Dziecko się cieszy.
Rodzice zabierają mu jajko.
Dziecko się nie cieszy.
Dziecko nienawidzi rodziców, ale ty jesteś zajebistym wujkiem/ciocią.

Tak samo działają wszystkie plastikowe zabawki wręczane potomstwu ekorodziców, militarne zabawki wręczane dzieciom pacyfistycznych rodziców, satanistyczne zabawki wręczane katodzieciom, seksistowskie zabawki wręczane eksperymentom feministek itd.

Genialnym pomysłem jest pozwalać dziecku na rzeczy, których normalnie nie może robić. Niech pyknie sobie w GTA, poczyta twoje dorosłe komiksy (pod nadzorem, smarki lubią rwać i brudzić komiksy). Jeśli rodzice w swej nieodpowiedzialności zostawili ci dziecko pod opieką, możesz pozwolić mu coś sobie podprowadzić. Playboya, Sędziego Dredda, dobre czarne rapsy z dużą ilością przekleństw, ho’s, pimps i tak dalej, albo jeszcze czarniejsze metale. Zawsze każ mu o niczym nie mówić rodzicom, wtedy oni na pewno dowiedzą się o wszystkim i przy odrobinie szczęścia sami odizolują cię od swojego skarba.

Jeśli żadne z powyższych nie działa, a dziecko dalej do ciebie lgnie, pozostaje ci tylko jedno.
Fizyczne znęcanie się.
Podrzucanie, kołysanie, łaskotanie, turlanie (wypastowana podłoga + dziecko + plastikowe butelki = zbijanie kręgli dzieckiem). Jeśli odpowiednio to zintensyfikujesz, bachor zacznie histerycznie śmiać się lub płakać.
Jeśli zacznie się śmiać, to dziecko jest na tyle niedorobione, że jego śmiech brzmi prawie identycznie jak płacz. Możesz sobie wyobrazić, że cierpi, i poczuć się lepiej.
Jeśli zacznie płakać i ktoś was przyłapie, możesz zawsze udawać, że myślałeś, że się cieszy, bo dziecko jest na tyle niedorobione, że jego płacz brzmi prawie identycznie jak śmiech.
5 punktów, jeśli dobrą zabawą doprowadzisz je do mdłości i oddasz komuś innemu

To tylko podstawowe techniki, o bardziej zaawansowanych możemy podyskutować w komentarzach. Chociaż nie jest to konieczne, bo odpowiednio dostosowując podstawę, możesz poradzić sobie z większością gówniarzy, niezależnie od wieku.
Improwizuj.

Ale raczej nie próbuj łaskotać siedemnastoletniej córki kumpla.
Ani siostry.
Tak właściwie to generalnie z łaskotkami lepiej dzisiaj uważać.
I z kupowaniem dzieciom prezentów.
I z mówieniem im, że coś jest waszą tajemnicą.

I nie trać czujności. Może dzieci są głupie, ale to wcale nie znaczy, że są głupie.