Nie wiem, kochanie. Zrób, jak chcesz


Są takie rzeczy, których, jak powszechnie wiadomo, lepiej nie mówić kobiecie. Na przykład temat wagi. Powiesz, że utyła, to się obrazi. Powiesz, że schudła, to pomyśli, że wcześniej była gruba. Albo że tak naprawdę utyła, a ty jesteś podłą, kłamliwą świnią. Niby trochę stereotyp, ale nie oszukujmy się. Wszyscy wiemy, że to prawda.

Waga to tylko wierzchołek góry lodowej. Takich tekstów-min są tysiące, i albo nieszczęsny mężczyzna nauczy się je wyczuwać i omijać podświadomie, albo nigdy nie stworzy szczęśliwego związku. Jak saper. To porównanie z ładunkami wybuchowymi jest w sumie całkiem zgrabne, bo siła rażenia też jest różna.
Tekst o tyciu to taka mocna petarda i urwany paluch. Wybaczy (przeżyjesz), ale nie zapomni do końca życia.
“Nie zachowuj się jak twoja matka” to mina przeciwpiechotna. Może wybaczy (może przeżyjesz), ale na pewno nie zapomni i jeszcze kiedyś wykorzysta to przeciw tobie. Bo może i ona nic nie ma do swojej matki, ale od teraz wie na pewno, że ty masz.
“Nigdy nie będziesz tak dobra, jak moja matka” to brak uszkodzeń ciała, bo jesteś maminsynkiem i nie umiesz odpalić petardy. Już nigdy nie pomyśli o tobie jak o mężczyźnie, wracaj do mamusi.

To taka wiedza podstawowa. Skoro większość z nas wciąż tworzy mniej lub bardziej udane związki, to znaczy, że jest całkiem powszechna. Ale są takie słowa, które jak zły dotyk, bolą przez całe życie. Słowa z pozoru niewinne.

“Mhm”.
“Obojętnie”.
“Nie wiem. Zrób, jak chcesz”.
“Mówiłaś coś?”.

Największą zbrodnią, jaką możesz popełnić wobec swojej kobiety i waszego związku, jest obojętność. Nie mam zielonego pojęcia, na jakiej zasadzie to działa, ale te cudowne istoty, które są w stanie przeżyć ból wypychania na świat noworodka przez swoje piękne kuciapki i potrafią potem jeszcze chcieć się pieprzyć, nie wykształciły przeciw niej żadnego mechanizmu obronnego. Zniosą zdradę, plaskacza (co nie znaczy, że masz zacząć ją bić. Kto uderzy kobietę poza łóżkiem i bez wyraźnej zachęty, ten świnia, a nie facet. Chyba, że zasłużyła), chlanie i zbieranie za tobą brudnych skarpet. Przeżyją, kiedy kogoś zamordujesz. Zniosą to, że nazywasz się mężczyzną, chociaż oglądasz kucyki, albo inne chińskie bajki. Ale zacznij okazywać obojętność, a coś w nich zaczyna umierać. Powoli usychają.

To właściwie nie jest jakaś wiedza na poziomie inżyniera z NASA. Przecież one same o tym mówią. Moje szeroko zakrojone badania wykazały, że 7/10 kobiet podając cechy idealnego mężczyzny, na jednej z trzech pierwszych pozycji umieści “żeby umiał słuchał”. Dwie odpowiedziały “żeby się słuchał”, bo były podłymi wiedźmami z manią kontroli.
Ta dziesiąta była niemową.

Nie żeby jakoś specjalnie zależało mi na waszych związkach. Wcale mi nie zależy. Ja tylko próbuję was ostrzec. Nie przed wirtualną sytuacją, w której zmęczona i znudzona kobieta odchodzi, a mężczyzna budzi się z ręką w nocniku, bo nagle okazuje się, że się samo nie pierze, nie sprząta, nie gotuje i nie puka, a stracił to wszystko tylko dlatego, że nie potrafił przez chwilę posłuchać. Albo wykrzesać z siebie jakiejkolwiek innej odpowiedzi niż chrząknięcie. Nie łudzę się, że nauczę ludzi ze sobą rozmawiać, bo jak czasami słyszę, o czym rozmawiają, to może lepiej niech nie rozmawiają.

Ja tylko chcę ostrzec przed realnym niebezpieczeństwem.
Jeśli twoja kobieta coś do ciebie mówi, to słuchaj. Chociaż jednym uchem, nawet jeśli masz zamiar ją zignorować, to wiedz, co ignorujesz i co ci grozi. Może foch. Może rozstanie. To w tym lepszym wypadku. W gorszym może być tak:

- Kochanie, który czajnik zamówić? Ten DeLonghi, Moulinex, Philips czy ten śliczny?
- Nie wiem, kochanie. Zrób, jak chcesz.

I później kończysz z czerwonym kurwa czajnikiem, ciężkim i w kropki.
I pasującymi do niego filiżankami.
I nie pozostanie ci nic innego, tylko wypić kawę z mlekiem i być pipą.
No trzasnę jej tym muchomorem.
Każdy sąd mnie uniewinni.

dobrze, że miałem na sobie spodnie