Budujemy razem fort


Jakiś czas temu obiecałem, że napiszę o czymś dużym. Dziś jest ten dzień. Albo wieczór. Zabieram się do tego tekstu od tygodnia i nie mam zielonego pojęcia, o jakiej porze skończę i wrzucę.
Uwaga, duża rzecz:
Kupiliśmy z K mieszkanie.
I nie byłoby się czym chwalić i o czym opowiadać, gdyby nie fakt, że…

... tym samym zamieszkaliśmy razem. Bo, pomimo tego, że przez ponad 1500 dni naszego związku niewiele było takich, które spędziliśmy oddzielnie, to spędzaliśmy je u siebie nawzajem, zamiast zwyczajnie u siebie. W dużym skrócie, bo to temat na zupełnie inną, nikogo nie interesującą historię. Zebraliśmy się, znaleźliśmy mieszkanie, a teraz staramy się uwić własne wymarzone gniazdo (czyli K wije gniazdo, a ja robię, co ona każe, i staram się za bardzo nie wtrącać, bo jeszcze życie mi miłe) i stworzyć republikę dwojga (jak na razie). Albo duży wypełniony kocami fort, zważywszy na to, że idzie zima.

A mówię wam o tym, bo to wiadomość dobra dla wszystkich, którzy tęsknią za notkami w starym stylu. Znacie tych wszystkich ludzi, którzy mówią “nic nie wiesz o życiu, teraz wszystko się zmieni” przy różnych okazjach? Standardową odpowiedzią jest “nie, no coś ty, nie u mnie”.
Błąd.
Oni zawsze mają rację.
Nie ma znaczenia, że już to wszystko robiliśmy. Przecież już ustalaliśmy, kto bierze które szuflady. Spaliśmy razem. Bałaganiliśmy i sprzątaliśmy. Kupowaliśmy meble i kłóciliśmy się o kolory. To nic nowego, nie?

Wcale nie. Wszystko jest nowe, cały czas mnie coś zaskakuje. Minęły dwa tygodnie, a ja mam zapisane dwie strony pomysłów na teksty i w tym miejscu obiecuję wam te notki. One nadejdą. Jak tylko pomaluję mieszkanie na lnianą jesień. I zbuduję biurko i łóżko, bo obudził się we mnie samiec i potrzeba zbudowania łóżka i biurka. To w sumie też mógłby być dobry pomysł na notkę. Fajne DIY albo ucięte paluchy. Tak czy inaczej będzie się dobrze czytało.

Reasumując. Tak właśnie wygląda teraz moje życie.
Siadam do pisania -> widzę, że trzeba coś zrobić w mieszkaniu -> zaczynam się zastanawiać, czy faktycznie powinienem to teraz zrobić, czy po prostu szukam wymówki, żeby nie pisać -> zaczynam to robić -> stwierdzam, że to jednak była wymówka -> siadam do pisania -> wszystko się zapętla. 
Każdego dnia dowiaduję się, że przez całe życie zgromadziłem masę przedmiotów, ale nic naprawdę potrzebnego. Jak talerze na przykład. Wiecie, ile kosztują talerze?
Przekonuję się, że równie dobrze mógłbym pobierać wynagrodzenie w bonach do Duki, Home & You, TK Maxxa i Ikea, bo tam zostają moje wszystkie pieniądze.
Chociaż wolałbym zostawić je w Media Markt i Euro. Niestety, K uważa, że stół i krzesła są ważniejsze od nowej konsoli i telewizora.
Jestem najszczęśliwszym facetem na świecie.

Miałem jeszcze coś dopisać, ale za długo trzymałem was niekarmionych, żeby znowu dziś nic nie wrzucić, a muszę lecieć. Widzicie, to jest ten wieczór, który K wybrała sobie na przewiezienie reszty kosmetyków. Osobiście uważam, że jak musisz wozić kosmetyki na tury, to masz trochę problem, ale kim jestem, żeby oceniać. 

Szkoda tylko, że pan, który przywiózł pralkę, nie zostawił tego fajnego wózka do wciągania po schodach.