wśródka #9 i jeden powód lepszy, niż 10 wystarczająco dobrych


W ubiegłym tygodniu pisałem o 10 wystarczająco dobrych powodach, by znienawidzić kino. Tekst ten miał się doczekać kontynuacji, ale ostatnie tygodnie to dla mnie tak totalny młyn, że zwyczajnie nie mam na to czasu. Niech więc pierwszy akapit tej jakże uroczej wśródki będzie dokończeniem tamtej notki, a dalej lecimy z tymi wszystkimi dobrociami, które udało mi się zebrać przez ostatni tydzień.

Wystarczająco dobrze nie zawsze wystarczy. Bo pomimo tych 10 całkiem dobrych wymienionych powodów i wielu, które się nie zmieściły, wciąż nie potrafię wyleczyć się z kina. Głównie dlatego, że średnio raz na rok trafia się jeden taki film, który bez problemu tę szalę przeważa. To nie musi być film ambitny, epokowe dzieło. Może, ale nie musi. To może być po prostu kawał dobrej rozrywki. Jak "Strażnicy Galaktyki". Nie będę marnował czasu na recenzję, pełno ich w sieci, film już powoli wychodzi z kin, a ja mam tylko nadzieję, że w nawale obowiązków zdążę się wybrać jeszcze raz. Bawiłem się jak dziecko, nie liczyłem czasu, tyłek nie zdążył mnie rozboleć. K nie próbowała się całować, bo cały seans spędziła z rozdziawioną szczęką. Kinowy pęcherz? Ja na dwie godziny w ogóle zapomniałem, że mam pęcherz. Wątpię, żeby był to fenomen na skalę "Gwiezdnych Wojen", jak twierdzili niektórzy. To po prostu kawał dobrego kina. A kto już był i nie wszystko zrozumiał, niech wejdzie tu i rozjaśni sobie w głowie, czytając jedną z najładniejszych wizualnie notek w polskich internetach.

Pozostając przy ładnych rzeczach, możecie odwiedzić Bored Panda i obejrzeć galerię zdjęć Olega Grigoryeva. Jego seria “Morning Views From The Tent” jest dokładnie tym, co wynika z nazwy. Poranne widoki warte pięciu gwiazdek, nawet jeśli nie można liczyć na room service.

Ci, którzy rozbudzili w sobie apetyt na piękno, powinni udać się jeszcze na stronę projektuNudografia. Wszystkie (podobno) rozbierane sceny w historii polskiego kina zebrane w jednym miejscu. Na co nam zachodnie Fappeningi i rozbierane zdjęcia Dżeniferów i innych Kejtów, kiedy możemy pooglądać piersi Renaty Dancewicz. No na co?

Wiem, że wśród was jest znaczna część blogosfery kosmetycznej i urodowej (ta fajniejsza, ta gorsza jara się niemodnymi polkami), która przychodzi tu tylko po żarty z blogerek i z dziewczyny, która czyta blogi. Sporo odsiałem, więcej zostało, a dla tych, które dotarły aż tutaj, dwa posty o paznokciach:
Dlaczego paznokcie na palcach przy dłoniach rosną zdecydowanie szybciej niż na tych przy stopach, dowiecie się tu. Jak dla mnie idealny przykład wiedzy tyleż interesującej, co bezużytecznej.
A o studentach, którzy wynaleźli lakier ostrzegający o obecności pigułki gwałtu w drinku, napisano między innymi tu. Według mnie świetna sprawa, według feministek już mniej. Podobno to bardzo szkodliwe, bo usprawiedliwia gwałt i kładzie na kobietę obowiązek dbania o to, żeby zgwałconą nie zostać. Ja się do końca nie znam, co wiele razy mi wytknięto, ale uważam, że o ile z gwałtem trzeba walczyć na każdym polu, edukować, przeciwdziałać i walczyć o sprawę naszą i waszą, to paznokci pomalować nie zaszkodzi.

O mojej miłości do Spotify już pewnie wiecie. O tym zjadaczu czasu może jeszcze nie. Stronapokazująca na mapie świata momenty, w których dwie osoby zaczną słuchać utworu w tym samym momencie. Siedzę i patrzę, kiedy na chwilę muszę rozproszyć myśli, i napatrzeć się nie mogę.

I to by było na tyle, mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze, co ja. Do zobaczenia w bliżej nieokreślonej przyszłości. Ostatni tydzień to prawdziwe urwanie głowy i więcej czasu w busach, pociągach i bogowie wiedzą, czym jeszcze, niż gdziekolwiek indziej, ale jeśli przeżyję jutrzejszy dzień, to wrócimy do w miarę regularnego (hehehe) nadawania. Taaaakąąąąą niespodziankę dla was szykuję.
Stay tuned!
Całuję z pozbawionego Wi-Fi polskiego busa
Konrad.

Etykiety: