Rączki pod kołderkę!


- K, masz może pomysł, jak opisać te książki? Bo mi już kopytka opadają.
- Och! Tak! Tak! Mam!
- K, masz może pomysł, jak opisać te książki, w ciekawy sposób, żebyśmy nie wyszli przy tym na skrajnych dewiantów?
- A nie. Tak to się nie da.

Bo przyjmijmy taką hipotetyczną sytuację. Jest sobie mistrz grozy, z wykształcenia seksuolog. Tak się składa, że twoja dziewczyna jest wierną fanką, a próbując cię swoim fanostwem zarazić, daje ci do przeczytania co bardziej soczyste utwory. Na przykład z kobietą przeszczepiającą sobie dodatkową waginę. No i ten autor horrorów i kilku poradników seksualnych zupełnie przypadkiem pojawia się w Polsce. I to akurat w twoim małym miasteczku. I robi w nim spotkanie autorskie.

A teraz przyjmijmy, że to wcale nie była hipotetyczna sytuacja i naprawdę byliśmy z K na spotkaniu z Grahamem Mastertonem. I wynieśliśmy z niego z myślą o was dwie podpisane przez niego książki. “Potęgę seksu” (napisaną z myślą o chłopcach, jak sama nazwa wskazuje) i “Magię seksu (napisaną z myślą o dziewczynkach, jak sama nazwa wskazuje). I teraz spędzamy kolejne upalne popołudnie, myśląc o tym, jak wam o nich opowiedzieć, nie zaczynając od sakramentalnego “nienawidzę poradników, ale…”.

- Powiedz im o ogórku.
- Jak?
- No powiedz, jak czytając książkę zapytałam, czy chcesz mizerię, i zaczęłam się chichrać.
- Mam im powiedzieć, że chciałaś zrobić sobie dobrze ogórkiem, a później podać mi go do obiadu?
- Nie, bo wcale nie chciałam. Ale ona chciała.

Ona to jeden z przykładów, bo właśnie na przykładach i studiach przypadku opierają się oba poradniki. Chociaż może studium przypadku nie jest tu właściwym określeniem. Zbyt naukowo brzmi. A tutaj, mimo naukowych podstaw i poparcia badaniami, jest tak, jak powinno być w trakcie rozmowy o seksie. Luźno, elegancko i bez oceniania.

- I powiedz im koniecznie o butelce!
- O butelce nic mi nie wiadomo, ale domyślam się, do czego zmierzasz.
- No, bo on pisze tam tak uroczo o takich rzeczach, jak to, że nie wolno się masturbować otwartą butelką, bo może się zassać i nie będzie fajnie.
- A to nie jest wiedza oczywista?
- W seksie nie ma nic oczywistego.
- W seksie wszystko jest oczywiste.
- Jasne. Nawet nie wiesz, jakie rzeczy dojrzewające dziewczynki są w stanie zbliżyć do swojej cipki. Zresztą te dojrzałe też. Nie byłeś przy tych wszystkich babskich rozmowach. Wasze ciepłe szarlotki to nic. O takich rzeczach powinno się rozmawiać, żeby uczyć się na błędach cudzych, a nie własnych.
I taką właśnie szansę daje ta książka. Uczenia się na cudzych błędach i inspirowania się dokonaniami innych. Jak powiedziała K, “aż ocieka bezpruderyjnością, rozpustą i erotycznymi fantazjami”. Książka - gra wstępna. Można pobawić się w eksperyment społeczny, czytać razem, wybrać co ciekawsze przypadki i sprawdzić na własnej skórze, co ludzi w nich kręci. Zresztą autor sam zachęca do aktywnej lektury.

"A właśnie, mam wspaniały pomysł. Skoro tak leżysz nago, może byś zaraz przystąpiła do masturbacji i zabrała się do następnego rozdziału dopiero po orgazmie? Palce gotowe? No to już..."

Tylko, jeśli postanowicie po nią sięgnąć, nie skupiajcie się na samym mięsie, bo przegapicie sedno tej książki. To lektura, z której można wynieść co najmniej kilka cennych lekcji. Większość absolutnie “niepoprawnych”, typu jak romansować czy jak uwieść szefa. Ale przede wszystkim dwie proste i na pierwszy rzut oka oczywiste, o których jednak ciągle trzeba przypominać. To takie główne wątki obu książek, które przewijają się praktycznie bez przerwy.

Pierwszy to nieoceniona wartość rozmowy. Nie jest łatwo rozmawiać o seksie. To trochę zabawne, a trochę smutne, bo to prawdopodobnie jedyna rzecz na świecie, o której naprawdę warto rozmawiać. A na pewno jedna z niewielu. Bywa trudno porozmawiać na ten temat w domu z nawet własnym partnerem, który powinien być tą jedną osobą na świecie, z którą ta rozmowa przychodzi łatwiej. Bo trzeba by było się otworzyć, odsłonić, a skoro tak ciężko czasami przyznać się przed samym sobą, że kręcą nas klapsy, miotełka w pupie albo wykręcanie sutków, to jak przyznać się przed tą drugą osobą, która może zrozumieć to jeszcze mniej, a z którą trzeba potem żyć i codziennie patrzeć jej w twarz.

Graham mówi, i mówi mądrze, że nie ma się czego wstydzić. Seks to część związku jak każda inna i, tak jak nad każdą inną częścią, trzeba nad nim pracować. Jeśli chcesz spełniać swoje fantazje, to musisz o nich rozmawiać. Nie licz na to, że się domyśli.

Drugi to miłość. Nie w tym wydaniu “seks bez miłości nie ma wartości”. Oczywiście, że ma, ale nawet bzykając wyczynowo, można spróbować się w tej drugiej stronie zakochać. Chociaż na jedną noc, chociaż w jakimś stopniu. Spróbować ją poznać, podejść z szacunkiem i odpowiedzieć na jej potrzeby. To podobno wystarczy, żeby zostać “idealnym partnerem damy Twojego serca” (tak, naprawdę używa takiego języka i jest to niesamowicie urocze - to mówiłam ja, K). A jeśli Ty chcesz zostać zapamiętana, pozwól mu, by wziął cię na polowaniu, ubrany w obszerne futro ze srebrnych lisów, którym może cię okryć, stojąc pod ośnieżonym drzewem. A ty koniecznie nałóż długie czerwone pończochy. Tak przynajmniej twierdzi Birgitta, dwudziestodwuletnia sekretarka ze Szwecji.

Nie chcę przesadzić z długością tej notki, najważniejsze już napisałem. Powiedzmy, że to taki wstęp do naszych rozmów o seksie. I pretekst, żeby dać wam książki. Tak jak wspomniałem, mam po jednym podpisanym egzemplarzu “Potęgi” i “Magii”.


 Czyste egzemplarze, dziewicze, bałamuciliśmy inne. Nie jest to żadna współpraca komercyjna ani część promocji książki, robię to sam z siebie, więc nie nazywamy tego konkursem i nie będziemy pisać regulaminu. Rozdaniem typowym dla babskiej blogosfery też nie, bo nikt nie musi nic udostępniać ani lajkować. Po prostu porozmawiajcie z nami. Tutaj w komentarzach, na fejsbuku, na mailu (chociaż najlepiej tutaj, żeby nie było, że wysyłam książki wyimaginowanym korespondentom). Pogadajmy w fajny sposób o seksie. Zarzućmy się anegdotami, pożartujmy, a kiedy zainteresowanie notką zacznie wygasać, skontaktuję się z dwiema osobami i wezmę od nich adresy do wysyłki (dlatego byłoby miło, gdybym miał możliwość kontaktu. Anonimowe komentarze nie przejdą).

I pamiętajcie, rączki na kołderkę.
Żartowałem.
Jedna na kołderkę, druga na klawiaturę.

Etykiety: , ,