Jestem kłamcą


Oszukiwałem was. Przez cały ostatni rok, od początku istnienia tego bloga, bezczelnie was okłamywałem. Nie mówię tu o tym, co robi niemal każdy bloger. O pokazywaniu wybranego, bardziej atrakcyjnego wycinka swojego życia, o kreowaniu określonego wizerunku i pomijaniu całej szarości życia codziennego i tego, co do wizerunku nie pasuje. Zrobiłem coś znacznie gorszego. Pozwoliłem wam mieć mylne zdanie na swój temat. Może trochę nieświadomie, ale to w żaden sposób mnie nie tłumaczy.

Zrozumiałem to dopiero, kiedy przeczytałem pod jedną z ostatnich notek komentarz. Anonimowy oczywiście, bo prawdę najłatwiej powiedzieć w ten sposób. Przytaczam tu jego fragment. Skróciłem go, bo chcę wam pokazać to, co najważniejsze dla mojego dzisiejszego wyznania. Gdybym przytoczył go w całości, musiałbym odnieść się też do jego pierwszej części, która jest tak bzdurna, że nie widzę najmniejszego nawet powodu, żeby to robić. Proszę. Oto prawda. Czytajcie uważnie.

(...) tak się ekscytujesz różnymi perypetiami kobiet, że odnoszę wrażenie iż to pierwszy poważny związek w Twoim życiu. Od razu widać, że zielonego pojęcia nie masz o kobietach i z żadną nie byłeś blisko oprócz tej swojej K, mimo wszystko starasz się sprawiać odwrotne wrażenie...W środku jesteś smarkaczem, który ekscytuje się z byle powodu. Piszę to co myślę, nie ma we mnie ani grama zazdrości czy nienawiści do Twojej osoby.

Zacznijmy od końca, żeby mieć to z głowy. Myślałem, że to wiedza dostępna dla wszystkich, ale najwidoczniej to też potrzebuje wyjaśnienia. Jeśli ktoś na początku rozmowy zapyta, czy może być z wami szczery, możecie być prawie pewni, że wcale szczery być nie zamierza. Kiedy usłyszycie "bez obrazy, ale...", przygotujcie się na to, że usłyszycie coś cholernie obraźliwego. Rozumiecie, co mam na myśli. Ale niezależnie od samych pobudek, od tego, czy ktoś faktycznie czuje do mnie, zasłużenie lub nie, zazdrość czy nienawiść, to dalej jest w tym komentarzu sporo prawdy.

Bo ja nie mam zielonego pojęcia o kobietach i błagam o wybaczenie, jeżeli pozwoliłem wam myśleć inaczej. Dlatego powstał ten blog. Jako próba poukładania sobie tego, co wydaje mi się, że wiem i zapis mojej ekscytacji. Bo ekscytuję się (ekscytacja nie jest tu najlepszym słowem, ale niech już zostanie jako odniesienie do treści komentarza) kobietami. Kocham kobiety. Niespecjalnie przepadam za ludźmi, ale przyznam, że płeć piękniejsza ma w sobie coś. I wiecie, ja tak na dobrą sprawę nawet nie próbuję ich zrozumieć. Kobiety zrozumiały kobiety. I co? I się teraz wszystkie nienawidzą.

Ale nie jest prawdą, że to mój pierwszy poważny związek. Byłem w wielu bardziej i mniej poważnych związkach i za każdym razem, prędzej czy później, pierdolnęło to z większym lub mniejszym hukiem. Cieszę się, mogąc dzisiaj powiedzieć, że od jakichś 4 lat, sześciu dni i trzech godzin jestem w absolutnie niepoważnym związku i były to, jak do tej pory, prawdopodobnie najlepsze chwile mojego życia. Tak po prostu, razem, bez spiny, którą niesie za sobą zakładanie, że oto jest poważny związek. Z nieustającym głodem siebie, przyjaźnią, pragnieniem i wzajemną fascynacją.

Fascynacją, ekscytacją i każdą inną możliwą -acją. Bo, jak słusznie zauważono w tym pełnym prawdy komentarzu, jestem smarkaczem. Myślałem, że powiedziałem to wyraźnie pisząc Żeby starzeć się nie dorastając. Widać jednak nie dla wszystkich, więc powtórzę. Niezależnie, czy chodzi o miłość, pracę, hobby czy jakąkolwiek inną dziedzinę życia, albo właśnie kiedy o samo życie chodzi, najważniejsze to nie tracić tej gówniarskiej ekscytacji. Umiejętności podniecania się najprostszymi rzeczami. Dziecięcej ciekawości. Jeśli przestajesz to czuć, umieć się czymś zapalić, to tak, jakbyś już trochę umarł. Pozostaje tylko usiąść, chłonąć szarą codzienność i czekać na Ponurego Żniwiarza.

Zdarzało się, że niektórzy z was prosili mnie o sercową poradę.
Pisaliście o swoich problemach, a ja starałem się odpowiedzieć, czasami publicznie, jeśli pytający wyraził zgodę, czasami wymieniając dziesiątki wiadomości. Starałem się odpowiedzieć, szczerze, prosto z mostu, często operując stwierdzeniami na granicy absolutu. Nie dlatego, że jestem nieomylny, ja po prostu wierzę w to, co mówię. Nie obliguję was, żebyście wy wierzyli. Możecie wziąć moją radę i zrobić z nią, co chcecie. Wcielić w życie, zainspirować się nią lub podetrzeć. Nie obchodzi mnie to. Pytacie i czytacie na własną odpowiedzialność.
Albo po prostu pytaliście, jak stworzyć tak zajebisty związek jak nasz. Tak, uważam, że jest to związek zajebisty. Możecie mieć inne zdanie albo uważać tak for all the wrong reasons, ale proszę. Dostaliście odpowiedź, a jeśli nie czytaliście uważnie, to w ostatnim akapicie tego za długiego jak na sobotę tekstu macie skondensowaną odpowiedź, w prostych słowach. Ode mnie dla tych, którzy jej chcą. Jak mieć udany związek, życie, cokolwiek.

Nigdy nie przestawajcie się ekscytować. Nigdy nie przestawajcie być smarkaczami. To nie jest coś, co przychodzi samo. To nie zawsze będzie łatwe.
Ale zawsze będzie kurewsko tego wysiłku warte.