Moja dziewczyna nazywa rzeczy po imieniu


Przez całe życie twierdziłem, że nie przywiązuję się do przedmiotów i spokojnie mógłbym wszystko zostawić i pójść dalej, nie patrząc za siebie. Przez całe życie bezczelnie się oszukiwałem. Prawdopodobnie mógłbym je wszystkie zostawić i pójść dalej, ale na pewno nie bez oglądania i tęsknoty prawie takiej, jak za niektórymi ludźmi. I większej niż za większością ludzi.

Zrozumiałem to, oglądając ten cały słynny smutny autobus. Wrzucam go tu i możecie sobie obejrzeć, ale nie ma takiego obowiązku. W przeciwieństwie do reszty Internetu nie o nim będziemy dzisiaj rozmawiali.


Ten autobus ma osobowość, dokładnie tak samo jak wszystko, co mam. Nie jestem do końca pewien, czy to tylko choroba moja i K, czy coś na co choruje połowa ludzkości, ale nadajemy przedmiotom imiona. To za każdym razem wygląda tak samo.

- Pojawia się nowa rzecz.
- Zaczynamy z niej korzystać.
- Jest tylko rzeczą.
- Dalej jest tylko rzeczą.
- Nagle ma imię i nie jest rzeczą.

A razem z imieniem zyskuje charakter. I nagle jest tak cholernie trudno wymienić to na coś innego. Nagle smartfon po dwóch latach nie jest szrotem, tylko kolegą, którego czasem trzeba mocno pieprznąć w ryj, żeby znów zaczął działać jak należy i wcale nie zasługuje na to, żeby skończyć na śmietniku.
Moja Asia to prawdopodobnie najgorszy komputer na świecie. Obiecuję sobie, że to ostatni przypadek, kiedy na tak ważny element mojego życia wybrałem kobietę. Jest kapryśna, leniwa i nie można na niej polegać. Tkwię z nią trzeci rok, bo przecież działa i w sumie jest fajna, bo się znamy i lubimy.
Tosia K to prawdopodobnie jeden z lepszych komputerów na świecie i jest równie leniwy i kapryśny co Asia.
I tak każdy mój następny komputer będzie kobietą. Nie wyobrażam sobie pracy na facecie. Maszyna do pisania to kochanka. Tak jak łódka. Zupełnie inaczej niż samochód. Mógłbym jeździć i facetem, niezawodnym, twardym i bezkompromisowym Range Roverem czy Mustangiem, i kobietą, piękną i krągłą Porsche.

A K nie. K musi mieć chłopca. Najlepiej przyjaciela geja. Teraz cierpi, bo odchodzi Perzy. Przez tę reklamę z autobusem jeszcze bardziej. Ale też cieszy się, bo będzie on.

- K, on już ma jakieś imię?
- No ma. Wszyscy myślą, że wiedzą jak go nazwę, ale nie wiedzą.
- Wszyscy obstawiają Gabi.
- Myślisz, że mogłabym jeździć czymś, co nazywa się jak tanie studio fryzjerskie? Albo taki mały piesek, co to się go w torebce nosi? Co to, to nie. On ma na imię Grubas. Dla przyjaciół Żukosoczek. Borze. Tak mi źle. Nie powinnam się tak cieszyć. Biedny Perzy. Pamiętasz, ile razy gdzieś nas zawiózł? Ile godzin w nim przegadaliśmy? Wszystkie rzeczy, do których nie był stworzony, a i tak je w nim robiliśmy? I ja mam go teraz tak po prostu porzucić? Ot tak? Jak tego biednego Autobusika z reklamy? Będę płakać.

Dlatego tak.
To jest tekst o tej reklamie.
K nie może spać, bo szkoda jej starego Peugeota.
Ja nie mogę spać, bo K nie może spać.
Nienawidzę tej reklamy.
Aczkolwiek kocham wszystkich, którzy nazywają swoje przedmioty.
To dla was ten Dzielny mały Toster.
I dla K na ukojenie nerwów.