Hej, ja cię skądś kojarzę!


Znacie ten gatunek ludzi, z którymi nic nigdy nie można spokojnie obejrzeć? Tych, którzy przeszkadzają wszystkim normalnym ciągłymi dygresjami, aluzjami i anegdotami? Tych, którzy będą cofać film, żeby pokazać ci fajną scenę, a później jeszcze raz, żeby wytłumaczyć, dlaczego jest taka fajna?
Nienawidzę takich ludzi.
Cześć. Jesteśmy Konrad i K. Dosłownie tacy ludzie.

Staramy się to zwalczyć w sobie. Wiemy, że nie można mierzyć wszystkich własną miarą, i że większość, oglądając film, chce tylko przebrnąć od punktu a do punktu b. Muszę wam powiedzieć, że idzie nam to całkiem nieźle. Otwieramy się tylko przy najbliższych, którzy już nas poznali i i tak muszą z nami żyć, albo podobnych nam geekach. Pozostała tylko jedna, malutka rzecz. Coś, czego nie potrafimy w sobie zdusić. Zabawa w “skąd ich znamy”. Wyłapywanie wszystkich mniej znanych aktorów, zazwyczaj tych z drugiego i dalszych planów, i dopasowywanie ich do wcześniejszych ról. Znacie ich. To ci wszyscy aktorzy, którzy z jakiegoś powodu zostają w pamięci, w przeciwieństwie do ich nazwisk. Ale też sezonowe gwiazdki, celebryci niewiadomego pochodzenia i ci, których role przerosły ich samych. To im dedykuję ten post.

Imię według mnie: Żona Toma Cruise’a.
Imię według K: Brunetka z “Jeziora marzeń”.
Fakty: Wiem, że widziałem ją w jakichś filmach, tylko za nic nie jestem sobie przypomnieć, w jakich. Rozpoznam ją na zdjęciu, ale za nic w świecie nie przyporządkuję do niej imienia, jeśli ukryjecie wśród innych Katherine Heigl i tym podobnych. Zresztą jej imię i tak nie ma już znaczenia. Po rozwodzie wróciła do świątyni scjentologów, gdzie rozmontowano ją na zapasowe części.

Imię według mnie: Gisele Bündchen.
Imię według K: Miranda Kerr.
Fakty: Prawda jest taka, że jak każdy mężczyzna darzę wszystkie aniołki Victoria’s Secret miłością, tak wszystkie nazywają się dla mnie Gisele. I, tak jak przystało na najlepszą kobietę pod słońcem, darzy je miłością K, tak wszystkie nazywają się dla niej Miranda. Nie wiem, czy to wina ich podobieństwa, braku jakiejkolwiek tożsamości, ale Aniołka rozpoznam zawsze, jednak przyporządkuję do niego zawsze to samo imię. I nie. Wśród aniołków nie odróżniłbym prawdziwej Bündchen.

Imię według mnie: Harvey Specter.
Imię według K: Barkley Modelarz.
Fakty: “Oh, Barkley! No nie poznajesz?! Modelarz z SatC, ten, którego Samantha zaciągnęła do łóżka. Drugi odcinek pierwszego sezonu. Kocham! To jak się tu nazywa?” Do tej pory nie pamięta, jak nazywa się w “Suitsach”, ale od niedawna zauważamy go w masie filmów, które już widzieliśmy. Na przykład przedwczoraj w “Rekrucie”. Zabił go ten gość, który zrobił dziecko Zosi z “Pana Tadeusza”.


Imię według mnie: Ten gość, który zrobił dziecko Zosi z “Pana Tadeusza”.
Imię według K: Ten gość, który zrobił dziecko Bachledzie.
Fakty: Nie ma absolutnie żadnych, poza tym, że zagrał w jednym dobrym filmie. Z jakiegoś jednak powodu cała Polska jarała się tym, że zrobił dziecko aktoreczce, która nie zagrała w żadnym dobrym filmie.

Imię według mnie: Dude.
Imię według K: Ten koleś z twojego ulubionego filmu, którego załatwili w “Django”
Fakty: “Big Lebowski” był genialny. Jeff Bridges to świetny aktor i nie zasługuje na naszą niepamięć. Nic nie poradzę na to, że ma na nazwisko tak jak Nash Bridges, w którego wciela się aktor, który nazywa się inaczej. I na dodatek ten inny aktor grał wcześniej innego gliniarza, Sonny’ego, którego później zagrał ten Irlandczyk, który zrobił dziecko Bachledzie. To wszystko się łączy.

Imię według mnie: Tommy Shelby.
Imię według K: Przystojniak z “Incepcji”. Ten trzeci. Albo czwarty, Hardy też jest słodki.
Fakty: Ma wszystko, czego trzeba, żeby zostać zapamiętanym. Wygląd, ciekawe role i nazwisko będące jednocześnie nazwą jednego z najlepszych piw na świecie. I co z tego, skoro ma jakieś wykręcone, niezapamiętywalne irlandzkie imię?

Imię według mnie: Trisha/Trillian
Imię według K: Katy Perry bez cycków.
Fakty: Zagrała w “Autostopem przez galaktykę”, jakichś romantycznych gniotach i całkiem niezłym serialu. Poza tym to tylko Katy Perry bez cycków.

I milion innych. Zasługujących na to, żeby o nich pamiętać, albo nie zasługujących na nic, a mimo wszystkich tkwiących w jakimś zakamarku pamięci. Lepszych i gorszych. Tych, którzy… dobrze wiecie. No ci. No właśnie. Którzy?