Ta najlepsza z nowin


Są takie nowiny, które dają czystą radość. No dobra, może nie do końca czystą. Za każdą dużą nowiną, nieważne jak radosną, idzie odrobina lęku. Albo chociaż niepokoju. Tak już mamy, że nawet jeśli zmiana jest na lepsze, to pozostaje zmianą, a my się nieznanego boimy. Wybaczcie, że piszę tak chaotycznie, ale robię to w pośpiechu. Czasu mam mało, dużo pracy, a bardzo chce się z wami tym podzielić. Nie ma chyba gorszego sposobu, żeby podzielić się czymś naprawdę dużym niż facebook albo blog. Naprawdę dużymi rzeczami trzeba się dzielić osobiście. Nie ma chyba też gorszego dnia na takie wieści niż pierwszy kwietnia. Przecież to aż nazbyt oczywiste.

Na szczęście ja nie mam dzisiaj nic takiego do przekazania. Poza tym, że żart powtarzany 10 razy przestaje być zabawny. A co dopiero taki powtórzony razy 100. Gratuluję wszystkim, którzy się dzisiaj rozwiedli, zaręczyli albo zaciążyli. Ubaw po pachy. A naprawdę szczerze tym, którzy zrobili to dziś naprawdę. Uber troll.

Nie no, dobra. Uber był tata K.

- K, chcesz 10 zł?
- Chcem!
- Prima aprilis.
- Nie będzie szamponu?