Ofiary Babuszki


Nie wiem, jak wam o tym powiedzieć. To spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Nie mam pojęcia, od czego zacząć. Wiem jednak, że muszę to zrobić. Tylko w ten sposób mogę się oczyścić i spróbować z tym pogodzić. Najlepiej chyba będzie, jeśli zacznę od początku.

- Może tak skończyłbyś grać i zaczął się szykować - dobiegł mnie z łazienki jej matczyny ton.
- No przecież się szykuję.
- Przecież słyszę, że grasz.
- Strzały słyszysz, bo do wojny się szykuję.
- Nie będzie wojny.
- Będzie, wezmą mnie do wojska i sama zostaniesz.
- To mi najpierw dziecko zrób.
- Ryzykować, że zginę na wschodzie i będziesz wychowywała dziecko bez mężczyzny? Nie mógłbym do tego dopuścić.
- Patrz jak płaczę - z łazienki wychyla się głowa cała w pianie i dwoje całkiem ładnych, acz zaczerwienionych oczu. - Płaczę, bo mnie już nie kochasz.
- Płaczesz, bo ci tej chemii z włosów naleciało. Co ty tam znowu wcierasz?
- Babuszkę Agafię.

W obliczu nieuchronnej wojny moja kobieta, osobiście zdobyta na własnoręcznie smażone idealne sadzone na bekonie, tymi ręcami smażone, wrogi przemysł zbrojeniowy wspiera, kupując rosyjskie kosmetyki.

- A ty wiesz, że to tak, jakbyś mi sama kulę w głowę wsadziła? Albo przynajmniej za nią zapłaciła?
- Trzeba było o tym myśleć zanim mnie samą bez dziecka zostawiłeś.
- Nie byłabyś sama długo, poszłabyś pod sąd z resztą włosomaniaczek za kolaborację i wspieranie rosyjskiej machiny wojennej - celnie ciśnięta butelka szamponu prawie urywa mi dłoń i skutecznie wytrąca pada. Ginę na miejscu, cała rozgrywka w pizdu. - No dzięki. Nie żyję. Przez ciebie. Nawet nie musiałem nigdzie jechać.

Przynajmniej wiem, że będzie miała czym się bronić, kiedy mnie nie będzie. W łazience ma roczny zapas amunicji.

Etykiety: , , , , ,