Wampiryczne włosomaniaczki

Czegoś takiego bałem się od dawna. Od incydentu z kozieradką było raczej spokojnie. Jakieś maseczki owszem, olejki z drogerii, te sprawy, żadnych szaleństw, wszystko na pełnym luzie. Gdzieś w głębi duszy czułem jednak, że ten dzień nadejdzie. Wiedziałem skąd (z blogów), wiedziałem jak (nagle), nie wiedziałem tylko kiedy.

Doświadczenia z harcerstwa nauczyły mnie życia w gotowości. Od pierwszego pieszego rajdu wiem, że zawsze trzeba mieć przy sobie zapałki, pasek i prezerwatywę. Od drugiego, że przeciwnika trzeba obserwować i nigdy nie można tracić czujności. Dlatego w wolnych chwilach w pracy, zamiast bezproduktywnie scrollować fejsa, zaglądam na blogi, które niszczą mi życie. Przyznaję, zazwyczaj cierpię niemiłosierne katusze. Wszędzie boxy, paznokcie, makijaże, recenzje ciągle tych samych kosmetyków, diety i…

I nagle bęc. Anwen. Nie wiem, dlaczego zawsze to się musi zacząć u Anwen. Tym razem nasz etatowy pacjent zero zaraża Metodą Inwersji. Czym jest Metoda Inwersji? W skrócie - chcesz, żeby włosy rosły ci szybciej?
1. Natrzyj głowę dowolnym gorącym olejem. Do tego już przywykłem, wykorzystywanie produktów spożywczych w służbie urody to u K chleb powszedni.
2. Pozwisaj głową w dół przez parę minut.
I tu się zatrzymamy. Możecie zrzucić to na karb mojej plastycznej wyobraźni. Albo młodości wypełnionej exploitem i niepoważnymi filmami grozy z “Vampyros lesbos” i “Lesbian Vampire Slayers” na czele, ale w tym momencie byłem pewien, że wrócę do domu i zobaczę K zwisającą głową w dół spod sufitu. Szybki papieros pomógł mi się uspokoić. Przecież nie będzie tak źle. Co najwyżej zastanę ją z głową przewieszoną przez krzesło albo krawędź łóżka. Sam ją namawiałem na odrobinę ćwiczeń.

Do domu wracałem już spokojny. Jedyną widoczną oznaką niedawnego załamania nerwowego było zdanie powtarzane pod nosem jak mantra. “Byleby nie śmierdziało jak kozieradka”. Zapach, który przywitał mnie przy drzwiach… No cóż, zupełnie nie tego się spodziewałem. W domu pachnie obiadem, moja Stepford Wife siedzi sobie uśmiechnięta, wcale nie zwiesza głowy, żaden olej nie ścieka z jej idealnych blond włosów.

Tylko spokojnie głupcze, nie zepsuj tego. Jak rewolwerowiec. Nie wystrzel za wcześnie.

- Hej, kochanie! Jak dzień?
- Dobrze. Mam dla ciebie temat na posta.
- Tak?
- Zobacz, nowy przebój, lepsze niż kozieradka. Udajesz nietoperza, żeby włosy szybciej rosły.
- A Ty już po, czy zostawiasz sobie wiszenie głową w dół na wieczór?
- No weź. This is madness.
Oddycham z ulgą. Nie tym razem, włosomaniaczki. Nie tym razem.
- Ale patrz, co sobie kupiłam! - Pod nos podtyka mi słoik wypełniony ciemnozieloną mazią. - Pachnie latem, prawda? Babuszka Agafia, tylko 40 zł. Włosy, twarz, cycki. Wszystko tym można myć.
Na to nie byłem gotowy.
Lato mojej dziewczyny pachnie odświeżaczem do toalet. I wygląda, jakby niedawno zdechło.




Etykiety: , , ,