Hi, this is my new look inspired by Marlon Brando mixed with gladiator sandals


Ludzie kochają lincze. Odkąd zainteresowałem się żeńską blogosferą obserwuję wiele pięknych wojen na hejty. Ale żadnej grupie nie obrywa się tak, jak  bogu ducha winnym blogerkom modowym.

Szafiarki to cheerleaderki Internetu. Kochane i nienawidzone. Popularne, lecz pogardzane. Fajnie byłoby się z taką zaprzyjaźnić, ale w towarzystwie w dobrym tonie jest mówić o niej źle. Poza tym najprawdopodobniej jest idiotką (więcej zdjęć niż tekstu), jest łatwa (puści się z każdą firmą za nowy ciuch. Albo kupon zniżkowy) i nie ma stylu,. Jest taka nieoryginalna! 

A Ty rozmazujesz sobie tusz płacząc w szkolnej toalecie, że nigdy nie będziesz tak popularna jak ta suka.

Szafiarki są potrzebne. Większość z was potrzebuje kogoś do naśladowania. Kiedyś tę rolę spełniały subkultury, ale nie zostało z nich już nic poza niedobitkami. I elementami stylu, które wracają jako sezonowe trendy. Były też gwiazdy, ale odkąd stały się osiągalne dzięki pudelkom i profilom na fejsie straciły na swojej boskości.
Co gorsza, nie ma też już wzoru, który można ostentacyjnie odrzucić, jak robiliśmy chociażby ze wszystkim, co reprezentowali nasi rodzice. Różnica między pokoleniami zatarła się prawie zupełnie. Nikt nie chce być dorosły, żyjemy w czasach wiecznych dzieci. I dzieci, którym przytrafiły się własne dzieci. Matka z córką, są w tym tygodniu rockowymi zdzirami, w przyszłym nałożą hipisowskie sukienki. Ojciec i syn w weekend wymieniają się geekowskimi koszulkami, ale do szkoły i pracy pójdą tylko w stylu preppy. A to wszystko przy akompaniamencie najnowszego przeboju Beyonce.


To kim jesteśmy, już nie określa naszego ubioru. Teraz ubiór definiuje nas. Pamiętam czasy, kiedy można było nieźle dostać, za noszenie koszulki kapeli, której nie znasz. To już nie wróci, odkąd można je kupić w każdej sieciówce. Razem z różową ćwiekowaną ramoneską.

- Dzwoniła do mnie kuzynka! W H&M są koszulki z Beksą!
- Dobra, jedziemy.
Szukamy, szukamy i znaleźć nie możemy. Znaleźliśmy więc kogoś, kto tam pracuje.
- Dzień dobry, szukam koszulki z beksą.
- Z czym?
- No z "Cry-baby".
- ? - pani jest wyraźnie zagubiona, więc postanawiam pomóc
- Moja dziewczyna szuka koszulki z Johnnym Deppem.
- Aaaaa! O tam wiszą.
K jest niewypowiedzianie smutna, kiedy okazuje się, że to cienka dziurawa szmata za 80zł. Dla mnie smutniejsze jest to, że dziewczyny zabierające ją do przymierzalni nie mają pojęcia o co chodzi z podpisem pod portretem swojego idola. Ani kim jest John Waters.


Są tylko dwie rzeczy, których szafiarkom nie wybaczę. Kochałem moją skórzaną kurtkę. Była "symbolem mojej indywidualności i mojej wiary w wolność jednostki". Niestety, odeszła na przedwczesną emeryturę przytłoczona zalewem badziewia z ekoskóry. Marlon Brando przewraca się w grobie. Tak jak John Belushi widząc te wszystkie fejkowe Ray Bany. Nałożone do biało-różowych Air Maxów.


Etykiety: ,