K się boi cellulitu


Zaniedbałem was strasznie, cały tydzień bez tekstu, aż mi wstyd. To wszystko wina K, jak zawsze. Dostała zaproszenie na przedpremierowy pokaz “Man of steel”, zaciągnęła mnie siłą nad morze i kazała 3 dni siedzieć na plaży w Gdyni. Zabraniała mi pisać, zła kobieta.

Lubię takie krótkie wyjazdy. Przez świadomość, że już zaraz musisz wracać nie tracisz czasu na siedzenie na tyłku. Jest intensywnie. Dla K czasami zbyt intensywnie. W drodze z dworca w swoim zmęczeniu i zaaferowaniu minęła z 5 drogerii. Żeby nie było nadrobiła to już drugiego dnia.

Kiedy wszyscy jeszcze spali wyszła po śniadanie do spożywczego znajdującego się 50 metrów od domu. Po godzinie zaczynamy się niepokoić, ale już po chwili słychać tupot małych stóp. Jest K. Są zakupy na śniadanie. I reklamówka z drogerii. Głód nie gra roli, kiedy w pobliżu jest hebe.


- Wiedziałem. Nie wstyd Ci? Podczas kiedy my tu głodujemy?
- Chciałam Ci tego oszczędzić. I pozbawić materiału na “dziewczynę”.
- Przecież to właśnie jest materiał na “dziewczynę”. - Fuck.


A później plaża. Siedzimy, pijemy piwko, trochę rozmawiamy, ale K jest jakaś małomówna. Rozgląda się, patrzy,w końcu po godzinie radośnie zrzuca z siebie sukienkę.

- Namyśliłaś się?
- Tak! Nie mam się czego wstydzić!
- ? 
- Wszystkie mają cellulit! Nawet te wyćwiczone!
Rozglądasię, ale ponieważ mam problem ze zrozumieniem, czym jest cellulit po prostu przebiegam wzrokiem po ludziach na plaży. Zastanawiająca jest ilość wyrzeźbionych męskich klat, które przypominają mi, że zapomniałem pójść na siłownię. Przez ostatnie trzy lata.



- Konraaaad. - Hmm? - Chcę gofra. Widać z pewnością siebie powrócił apetyt.



Etykiety: , , , ,