Jak K została żyrafą, czyli Gdynia część 2


Druga część notki z Gdyni miała pójść do piachu, ale ze względu na deszcz, chłód i tęsknotę za plażą odkopałem ją, odświeżyłem i voila. Odgrzewany kotlet o butach i jedzeniu.




Dowcipów o kobietach i butach było już milion. Sprawa jest na tyle oklepana, że nawet powstał o tym cały serial. O takiej felietonistce z Nowego Jorku, która większe problemy niż z facetami, ma tylko z Loubotinami. K w sklepie spędziła z pół godziny, a nie wyszedł z tego ani jeden oryginalny dialog.
- A te ładne? A nie jestem w nich za wysoka? A nie wyglądam w nich grubo?

Moje ładniejsze, a kupiłem nawet nie mierząc.

Widząc, że nic tu po mnie wyszedłem na zewnątrz. Siadam na ławeczce, odpalam papierosa, K mam ciągle na oku, żeby przypadkiem nie przepuściła reszty pieniędzy na pięć par butów. Rozglądam się dookoła i nagle mnie tknęło. W sklepie są same kobiety, ławka pusta, więc gdzie się podziali wszyscy faceci? W przyległych sklepach! Zwróćcie na to kiedyś uwagę. Przy każdym obuwniczym jest co najmniej kiosk ruchu. Im większy obuwniczy, tym większe schronienie dla faceta w pobliżu. W pobliżu każdego CCC i Deichmanna jaki znam jest jakaś knajpa. Przypadek? Nie sądzę.

Kiedy K wychodzi z nowymi butami orientuję się, że te knajpy w pobliżu nie są ze względu na facetów. W was na zakupach się odzywa instynkt łowcy. K ma już buty, teraz musi zjeść. Musi. Na szczęście nawinęła nam się La Luna. Jak zgłodniejecie na Świętojańskiej, to polecam. Może nie był to najlepszy burger w moim życiu, ale jest nieźle. I obsługa nie patrzy się dziwnie, kiedy robisz zdjęcie jedzenia. To się ceni.


- Dobra kanapka?
- Dobra.
- Mój makaron też dobry.
- To dobrze.
- To daj?

Jak zwykle. Nie ma większej zalety bycia w związku, nad wymienianie się żarciem w knajpie.

Buty są, K najedzona, trzeba się polansić. Do ludzi wyjść. Wizyta w kinie idealną okazją. Schody do Krewetki:

- Patrz!
- Patrzę!
- Jestem jedyną kobietą na obcasie w całym mieście! Nie minęliśmy ani jednej. Wiedziałam, że koturny to głupi pomysł. Teraz wyglądam jak żyrafa.
K w nowych butach niebezpiecznie zbliża się do moich 190 cm. Jakby ktoś kiedyś potrzebował nordyckiej blondynki do filmu o wikingach/wysokich nazistkach, to wiecie gdzie się zgłosić.







Etykiety: , , ,