środa, 29 maja 2013

40. Tyle potrzeba, żeby kobieta oszalała.


Czterdziestki zdają się mieć jakieś wyjątkowe znaczenie. A imię jego będzie czterdzieści i cztery! krzyczy ksiądz Piotr w "Dziadach". 42 jest odpowiedzią na Ostateczne Pytanie dotyczące Życia, Wszechświata i Całej Reszty według Douglasa Adamsa. 40% obniżka cen w drogerii jest w stanie doprowadzić Twoją kobietę do szaleństwa. Nie 18cm, nie 3000 stałej pensji+ bonusy, a właśnie 40% rabat da jej szczęście. Albo będzie jej zgubą. W Internecie huczy. Wszystkie idą. Chyba że dostają gratisy.


Moja podstępna bestia. To był ciężki dzień. Przytłaczająca duchota, na uczelni przedsesyjna sesja kolokwialna trwa w najlepsze. W pracy zaległości. A na domiar złego przed wyjściem z domu nie zdążyliśmy wypić kawy. O godzinie 16 w końcu siedzę z moim szczęściem w samochodzie. Cieszę się, że ten ciężki dzień już za mną. Cieszę się na wspólny obiad. A tak naprawdę myślę tylko o kawie. I się zaczyna:
-Też Cię tak boli głowa?
-Nooo.
-Głodny jesteś?
-Mhm.
-Wiesz co by nam poprawiło humor? Czerwony lakier do paznokci! Który Rossmann jest najbliżej?
Fakt dokonany. Nie ma miejsca na protesty. Nie ma na "kochanie, ale do domu w drugą stronę". Nie ma, że godziny szczytu. Najbliższy Rossmann wcale nie jest bliski. Muszę albo przedzierać się do centrum, albo do miejskiej noclegowni. Tak źle, i tak nie dobrze. Niech będzie centrum, przynajmniej popatrzę na zdalnie sterowane zabawki.
Na wejściu kupiła mi T-shirta na wyprzedaży. Mama kupowała coś drobnego na koniec, jeśli było się grzecznym, ale to chyba ten sam mechanizm. Nie wypada później marudzić. Szybkim krokiem do drogerii, cieszę się z klimatyzacji, JEBS! Drogeria jak pole bitwy. Stoiska z kolorowymi tymi i do pielęgnacji buzi tamtymi oblegane. Kasy działają wszystkie, ale ledwo wytrzymują napór. Kobiety w każdym wieku próbują wywalczyć coś dla siebie. 2 nastolatki robią sobie zdjęcie na tle szafek. Jedna maluje się próbkami. Na pewno blogerki. 
-Ładny czerwony?
-Weź ten ciemniejszy.
-To jeszcze maseczkę, dobrze?
-Mhm
(4 maseczki w koszyku)
-Pasuje mi ten podkład?
-A Ty nie używasz teraz tych mineralnych?
Cisza. Wszelkie rozmowy w sklepie ucichły. Kobiety patrzą na mnie z mieszaniną... Nie wiem, ale coś im się na twarzach mieszało. Mężczyźni nie patrzą. Nie ma ich tam. Boję się. Wychodzę ze sklepu.
-Zaraz będę, 3 minutki!- woła za mną.
Była po 15.

Wróciliśmy do domu. Na jej mailu wiadomość "Witaj K. Sprawdź aktualną gazetkę promocyjną drogerii Rossman".

Proszę, nie.

EDIT:
Panie każą, Konrad musi, czyli zdjęcia:
1. Ta część łupów, którą udało mi się znaleźć

2. Koszulka, którą mnie przekupiono (wyszedłem grubo bo aparat dodaje 5kg, a ja jeszcze nie umiem robić fotek z łapy

184 komentarze:

  1. dla dobra wlasnego faceta wybralam Rossmanna po drodze i na uboczu od codziennego zgielku zeby nikt mi go nie stratowal. niestety musial przezyc cos innego.. no ale przynajmniej teraz dziewczyna ma rzesy do nieba

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic za darmo. Chce się mieć zadbaną kobietę, to swoje trzeba w kolejce odstać, dostać ze 2 razy koszykiem i pozwolić podeptać sobie buty :)

      Usuń
    2. Tak jak bym słyszała mojego partnera. Ze względu na obecną sytuacje w której jestem nieco uziemiona w domu, sam pyta czy czegoś potrzebuje z jakieś drogerii, a jeżeli sama proszę, to mówi tylko wyślij mi zdjęcie i dokładną nazwę.

      Usuń
  2. Uff, dobrze, że nie narażam nikogo na takie traumy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahah mamy dwóch nieszczęśliwych mężczyzn w kraju mniej :D

      Usuń
    2. trzech :D tez swojego nigdzie nie ciągam za kosmetykami...czasem w galerii jak chcę wejśc do douglasa to siad na ławeczce przed twierdząc , ze sama sobie dam radę :P

      Usuń
    3. Czterech! Chodzę na takie eskapady całkiem sama (:

      Usuń
    4. pięciu :D nie wyobrażam sobie swobodnych zakupów z ciągnącym się wszędzie ogonem w postaci faceta, który wolałby być gdzieś indziej, z resztą jestem indywidualistką i swoje zakupy uwielbiam robić sama :) MÓJ czasem mi towarzyszy z własnej woli, ale chodzi sobie po swoich sklepach, jeśli chodzimy wszędzie razem to tylko wtedy kiedy zakupy dotyczą tylko jego osoby :)

      a blog zapowiada się świetnie, zostaję :)

      Usuń
    5. Sześciu :P mniej a do tego mój mąż jest najlepszym lustrem, które zawsze prawdziwie oceni. Bez słodzenia!
      Żadne z Nas do niczego się nie zmusza, szanujemy własną indywidualność. Poza tym nie wyobrażam sobie abym ciągnęła wszędzie za sobą. To byłoby chore....

      Usuń
    6. Siedmiu :) pewne sprawy wolę załatwiać sama, inaczej to więcej niż pewne, że zostanę przegoniona sprintem między półkami i nie zobaczę ani jednej rzeczy z bliska ;)

      Usuń
    7. dobiłyśmy do ośmiu! to prawda, bywam zołzą, ale nie jestem sadystką :-D

      Usuń
    8. 11:)... jak ja nie znoszę jak On tymi oczami wywraca;)

      Usuń
    9. 12..jak tylko mogę to zostawiam go w domu, nie lubię towarzystwa podczas robienia zakupów ciuchowo-kosmetycznych. Ani męskiego ani damskiego ;-)

      Usuń
    10. Ooo nie wiedziałam, że ludzie robiący swoje zakupy sami od razu stają się indywidualistami.
      Dodaj, że jesteś aspołeczna, wredna i jedyna normalna.
      Ostatnio takie określenia modne i jakoś większość dziewczyn stały się indywidualistkami aspołecznymi.

      Usuń
  3. Uhuhuhu współczuję i w sumie to trochę rozumie:) Mam to samo kiedy trafiamy na dział RTV albo coś związanego z samochodami;) Ale o zdrowie psychiczne współspacza trzeba dbać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego? Nie oglądasz tv? uwielbiam działy RTV, komputerowe itp. a jakby partner chciał kupić samochód - to jestem pierwsza do wybierania, przeglądania i testowania

      Usuń
  4. Ja mojego faceta oszczędziłam chociaż powinnam go potraktować tak jak on traktuje mnie gdy się dostaje w miejsca gdzie handlują kluczami i innymi mechanicznymi gadżetami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kluczami? to dobre, ja jestem na etapie kabli :D
      i "jezu, ile jeszcze (lat?!?!) będzie chodził na dział z Play Station?!"

      Usuń
    2. hahaha, u mnie z tym grami jest tak samo

      Usuń
  5. Jak to fajnie widzieć siebie oczami innych :DDDDDDDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moją ulubioną postacią z bajek zawsze było Lustro z "Królewny Śnieżki". Powiem wam przecie, co tylko wiedzieć chcecie :)

      Usuń
  6. swietne. Ja mojego na zakupy nie zabieram, jest pod ochrona, mieszka z blogerka i potyka sie o kosmetyki, to wystarczy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialna notka :D I to dowód na to, że zostanę starą panną :D Nie chciałabym tak 'torturować' faceta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przesady, to żadne tortury. Wystarczy odrobina dobrych chęci (jak w przypadku Mojego Narza) i zakupy nie stanowią problemu (albo przynajmniej nie tak dużego).

      Usuń
    2. Dokładnie Niecierpku!

      Usuń
  8. Zdecydowanie będę tu zaglądać. Ściągasz na ziemię blogerki pokazując jak to wygląda z drugiej strony. I dobrze, przyda mi się taki kubeł z zimna wodą. Dziękuję.
    Podsyłam bloga do mojego mężczyzny, myślę, że znajdzie tu zrozumienie dla swojej bulwersacji odnośnie mojego lakierowego uzależnienia.
    Jeszcze raz dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mam R. w poblizu, wlasciwie mam niewiele wiec ciesze sie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  10. I w tym momencie cieszę się, że nie ciągam małża na zakupy kosmetyczne i ciuchowe :P
    Gorzej, że on ciąga mnie i to dopiero jest tortura :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ahahaha o matko... domyślałam się ale teraz już wiem, co czuje mój czynnik męski przy każdych zakupach XD

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak patrzę, że w Twoim blogrollu faktycznie co drugi wpis jest o Rossmannie :D
    Chętnie poczytam o sobie z takiej perspektywy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, jeszcze się wytłumaczę, że też nie należę do tych ciągnących za sobą faceta do drogerii (głównie dla własnego zdrowia psychicznego :P), ale mój Ukochany musi dzielnie znosić moje codzienne gadanie o blogu. Teraz znosi dzielniej, bo sam założył swojego, choć zupełnie z innej branży ;)

      Usuń
  13. świetnie napisane ;) sama raczej nie taszczę ze sobą męża, nie lubię czuć presji więc do rossmanna pojechałam cztery razy sama ;) HA.
    A tak naprawdę - to mam skarb w domu, który te nieszczęsne maseczki, szmineczki i inne mazidła do tego, tamtego i owego toleruje i nie komentuje ich ilości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do żadnego czasu :)
      ja toleruję Jego płyty a to też sporo miejsca zajmuje już :)
      co jednak nie zmienia faktu, że on mnie na zakupy płytowe raczej nie zabiera... a czasem moje kosmetyczne musi przecierpieć..

      Usuń
    2. Kaśka, ale jak można nie chcieć iść na zakupy płytowe?! ;-)


      Czasami myślę, że mój mózg jest bardziej facetem.

      Usuń
    3. Odkąd mam spotify zakupy płytowe poszły w odstawkę. Kryzys jest, trzeba wydatki ciąć, nie ma kasy na kolekcjonerstwo :)

      Usuń
    4. spotify tez niedługo będzie płatne

      Usuń
  14. Świetnie piszesz!
    W Ross byłam, ale nie kupiłam nic. Nic mnie nie skusiło, nie powaliło, może dlatego, że poszłam po konkretną rzecz i nie dostałam? Nie odczuwam szału Rossmanowego, bo chyba sama niedługo będę mogła otworzyć drogerię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sklepie kosmetyki stoją na półkach. U nas w domu potrzeba misek i wiader.

      Usuń
    2. Szamponami mógłbym umyć głowy wszystkim biednym dzieciom w Afryce.

      Usuń
    3. eee to jeszcze nie tak źle :D ja dałabym radę całej Azji ;)

      Usuń
    4. Muszę zanotować pomysł na akcję charytatywną "Blogerzy myją głowy trzeciego świata". I zmienić tytuł bloga na "Blogerki zniszczyły mi życie... ale czasem mnie inspirują" ;)

      Usuń
  15. Haha boskie :) A jest już nowa gazetka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest :( Dużo tanich lakierów... Już się boje. Czemu lakiery nie mogą ładnie pachnieć?

      Usuń
    2. Zła wiadomość - mogą. Są pachnące lakiery, czy Twoja dziewczyna już wie? :P

      Usuń
    3. Pewnie śmierdzi mi nimi złośliwie.

      Usuń
    4. W tym tygodniu kupiłam już 2 lakiery, więc na razie mi wystarczy :P

      Usuń
  16. ahahaha mój już mi grozi rzecięciem karty kredytowej :P ale grozi tak od kiedy się znamy, więc już w to nie wierzę :D

    OdpowiedzUsuń
  17. "Który Rossmann jest najbliżej?" - w ramach zagadania? bo skoro interesuje się kosmetykami to chyba wie, gdzie jest każdy Rossmann w jej mieście, a w swojej okolicy to już na 100% ;)

    czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ahahaha wyczuwam fake'a XD kobieta i nie umie namierzyć Rossmana - faktycznie śmierdzi :P

      Usuń
    2. To właśnie dowód jej nieprzeciętnej inteligencji i znajomości swojego mężczyzny. Zadając to pytanie podbudowała moją męskość, pokazała kto rządzi w stadzie. I mnie wrednie tym samym zmanipulowała.

      Usuń
    3. A tak Cie wzięła ;P wie co robi dziewczyna ;)

      Usuń
  18. Na szczęście dziś skończyła się rossmannowska akcja...co z tego jak jest już nowa gazetka i kolejne pokusy. Ja w czerwcu poszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa zapomniałam...a foty będą???

      Usuń
    2. Nie spodziewałem się, że to ktokolwiek przeczyta, więc zdjęć nie robiłem. Poza tym nie wyciągnąłbym telefonu w tym tłumie, bo strach. Ale od następnej notki obiecuję się poprawić, zdobyć na wysiłek i wrzucać też zdjęcia.

      Usuń
    3. no no, ja Ci wróżę wielką popularność, więc foty muszą być :))
      sam widzisz jak się baby zleciały... a Twoja Druga Połówka wie o tej inicjatywie? ;)

      Usuń
  19. Ja robię lepiej, wysyłam Narza na zakupy :) lista + fotki z neta, jak produkt wygląda. Jego przeżycia z Rossmanna bezcenne, zwłaszcza z ostatniej promocji :)

    OdpowiedzUsuń
  20. To ja już wiem, dlaczego wszyscy mężczyźni czekający pod Rossmannem mieli takie kwaśne miny ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Chyba jestem złą blogerką bo w Rossmanie kupiłam tylko 1 błyszczyk w wielkiej promocji...
    Za to mój facet (!!!) z wyrazem błagania w oczach uprosił mnie żebym z nim poszła póki trwa promocja i wybrała prezent na dzień matki :D Jakoś nie grymasił zbytnio kiedy musiał tam wejść i przeciskać się przez tłumy :D
    Ale oboje śmieliśmy się z tych wszystkich lasek co szturmowały stoiska jakby nigdy w życiu nie widziały kosmetyków...

    OdpowiedzUsuń
  22. 15 min? to i tak bardzo krótko :P Ale czyż to nie oszczędność? Przecież lepiej jest kupić coś aż z 40% zniżką ;D To takie zakupy na teraz i na powiedzmy przyszłość ;P Czasu trzeba dużo spędzić bo produkty trzeba dokładnie obejrzeć ;) Zresztą każda kobieta zazwyczaj wie co idzie kupić kosmetycznego, a to spodoba i weźmie się coś przy dodatkowo to trudno ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie -40% to oszczędność :P dlatego swojemu facetowi oszczędzę takich traumatycznych przeżyć jeszcze zachwieje jego psychikę :P

      Usuń
    2. hehe jedna wizyta w rossie to i tak dobrze;) zazwyczaj większość wraca tam po 2-3 razy, bo nagle się okazało, że nie kupiła tego "co obowiązkowo trzeba mieć" :D
      muszę teraz mojemu lubemu powiedzieć jaka ja dobra, że do rossa poszłam sama i mógł sobie spokojnie odpoczywać :D gdyby musiał stać ze mną przy szafie i zastanawiać się, który róż najładniejszy, to chyba bym tego nie przeżyła;)

      Usuń
  23. teraz te blogerki nieszczęsne napuszczają Ci czytelników :p
    ja Faceta raczej za sobą nie ciągam, a na promocji też nie nagrzeszyłam, tylko krem dla mamy i jeden, malutki, różowy lakierek :p

    OdpowiedzUsuń
  24. Hahahaha, o kurcze, z perspektywy faceta wygląda to przekomicznie... Pisz, pisz więcej!

    OdpowiedzUsuń
  25. Ciężko nie ulec, gdy myśli się, że "taka promocja" szybko się nie powtórzy...u mnie górę wziął zdrowy rozsądek, jeden lakier, jedna pomadka, 4 maseczki...:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja mojemu mężczyźnie nie robię już tej krzywdy, zwykle nawet bez promocji po prostu koczuje chwilkę pod drogerią, a w czasie promocji to bym go zostawiła jeszcze kilka metrów od wejścia do Rossa, żeby biedaka oszczędzić :D Dlatego na ostatnie -40% wybrałam się sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mój facet nawet nie wie, że takie akcje istnieją... i chwała, bo by mnie zabił za sterczenie przed szafami ;p Powodzenie następnym razem! ;p

    OdpowiedzUsuń
  28. Pierwszego czy tam drugiego dnia promocji byłam w R. z moim facetem, troszkę go szlag trafiał ale kaskę wyłożył:D
    Świetny tytuł bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. edit.idę buszować po nowej gazetce skoro powiadacie,że już jest ^^

      Usuń
  29. Mój mąż zachęca mnie do kupowania:P szalony XD na szczęście potrafie się sama utrzymać tj. on nie wydaje na moje widzimisię:)

    OdpowiedzUsuń
  30. Super blog! ciesze sie ze nie jestem na liscie tych co niszcza twoje zycie :) Od jakiegos czasu sama zauwarzam ze wpadlam w ich sidla!!! dobrze ze nie mieszkam w Polsce wiec nie mam Rossmana zataz pod nosem!

    serdecznie pozdrawiam i dodaje do ulubionych!

    OdpowiedzUsuń
  31. Haha :D
    Wychodzi na to, ze mój mąż ma ze mną dobrze, bo go po drogeriach nie ciągam ;)
    Nie mnie jednak ostatnio nieopatrznie zapytał się mnie, co chcę na imieniny, więc mu powiedziałam, że lakiery. Wskazałam konkrety i czekałam. Sierota zamiast po prostu poprosić o przysługę moją mamę, to dzień przed imieninami dał mi kasę mówiąc, że nawet nie próbował.
    No myślałam, że się choć trochę wysili, ale jednak w temacie lakierów, kosmetyków itp. nic nie jest w stanie zmienić jego podejścia :P

    OdpowiedzUsuń
  32. Chyba pora zrobić na blogu wpis pod tytułem "dlaczego na zakupy kosmetycznie nie zabiera się mężczyzny?" ;)

    OdpowiedzUsuń
  33. mój mąż niestety jest z tych rossmannowych tyranów: "już? wychodzimy!". Dlatego wykradam się z domu sama ;)

    OdpowiedzUsuń
  34. Bosz... Konrad... popłakałam się ze śmiechu przez Ciebie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło widzieć znajomą twarz. I jeszcze ją rozśmieszyć :)

      Usuń
    2. Coś czuję, że jeszcze nie raz doprowadzisz mnie do płaczu. Ze śmiechu oczywiście ;)

      Usuń
  35. nie no drogerie to ja odpuszczam swojemu ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja swojego faceta staram się nie ciągać, choć tym razem był ze mną dwa razy...ale potem poszłam jeszcze sama:P Ale kupuje też coś dla niego, więc nie jest źle.
    I bosko to opisałeś, choć rzeczywiście - fot brakuje! Mam nadzieje, że masz pomysły na kolejne notki;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Wymiatasz :) Na mnie to 40 % też podziałało. Do tego stopnia, że zagnałam faceta. Był moim kierowcą i tragarzem. Niósł mi koszyk :) Nawet nie narzekał, ale świetnie byście się zrozumieli ;)

    Już kilka dni przed promocją mu zapowiedziałam, że tego i tego dnia jedziemy. Dostosował się i odliczał do wyjazdu razem ze mną ;-) Myślę, że robił to dla własnego spokoju ducha :-)

    W Rossmannie zaciska zęby i dzielnie maszeruje za mną, a ja tylko wrzucam do koszyka. Coś tam komentuje pod nosem, ale udaje, że go nie słyszę :) Potem przy kasie robi tylko dziwną minę i nie może uwierzyć, że tyle to kosztuje ;-))

    Lakiery też mu śmierdzą... Pfff!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy taką samą funkcję. To interesujące jak ciężki potrafi być koszyk z kosmetykami. Będę kiedyś musiał opisać spisek drogerii. Jak myślicie, dlaczego przy kasach są batony, żelki, woda i energetyki? Żeby nas tresować jak psy Pawłowa! :)

      Usuń
  38. Ależ przyjemnie się Ciebie czyta!!!
    Jestem zachwycona "męskim punktem widzenia" w blogosferze :)
    Pisz, pisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cytuję mojego Robala: "czuję się mentalnie związany z tym człowiekiem!" ;D

      Usuń
  39. Fantastycznie się czyta to, co piszesz :) Uświadamia mi to fakt, jak Mój już nie może słuchać informacji dotyczących wszelkich mazideł ;) Ale do Rossmana chodzę sama, ewentualnie z innymi kobietkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. Pośmiejemy się jak Castorama wstawi -40% :D

    OdpowiedzUsuń
  41. Ja nawet nie próbuję zachęcać swojego faceta do wspólnych wycieczek po drogeriach. Jemu to do szczęścia niepotrzebne, a ja też nie mam potrzeby go tak męczyć ;) Koszyk jak mam za ciężko to stawiam na ziemi i stosuję metodę popychania nogą, jak już wyjdę z drogerii z zakupami to spokojnie mogę je wcisnąć lubemu i wtedy może dźwigać.
    Rewelacyjnie się Ciebie czyta, świetnie tak spojrzeć na siebie z tej drugiej perspektywy, choć ja i tak chyba z tych spokojniejszych, bo choć sama bloga prowadzę i czytuję sporo cudzych, to jednak tematy kosmetyczne zostawiam "sobie podobnym" :P Natomiast jeśli czasem coś wspomnę przy chłopaku to robi uprzejmą minę, zupełnie ja, gdy to on opowiada mi o czymś czego nie rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja daje się spokojnie zaciągnąć. Zazwyczaj. Zakupy robimy razem nieprzerwanie od 3 lat i lubię ten stan rzeczy. Raz, że można się poradzić i uniknąć wtop, albo zwrócić uwagę na coś, czego normalnie by się nie zobaczyło. Dwa to kontrola wydatków :) Trzy, jeśli widzę co ogląda w sklepach, na co marudzi, które perfumy wącha, to później mam mniejszy problem z kupnem prezentów. I przy okazji mam dobry PR u jej koleżanek :D

      Usuń
  42. Mimo wszystko gratuluję chłopie cierpliwości. :)

    OdpowiedzUsuń
  43. o raaaany:) Super piszesz, czekam na więcej!:)

    OdpowiedzUsuń
  44. chyba jednak dobrze, ze poki co nie mam chlopa i nie mam kogo zameczac :D pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  45. Ale fajnie się to czyta :) Super!

    OdpowiedzUsuń
  46. no to jestem blogerką o mentalności faceta :D nie byłam w Rossmanie, nie skusiła mnie promocja 40% :) Nie ciagam ze soba Damiana po sklepach, żeby nie utrudniac mu zycia które ma ze mna i tak ciężkie, bo choleryczne usposobienie nie jest latwe do przelknięcia :)
    Sama czasem zastanwiam się, gdzie te baby maja rozum gdy bija się o ostatnią krędke do oka.

    OdpowiedzUsuń
  47. Takiego bloga brakowało w blogosferze ;)
    Witaj mistrzu wypełniłeś brakujący element ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sukces mnie zaskoczył, ale obstawiam że możemy się spodziewać wysypu klonów w najbliższym czasie :)

      Usuń
    2. Oryginał jest tylko jeden ;) Nie da się podrobić unikalnego stylu.

      Usuń
  48. Genialne!!!!
    Nie mogę się doczekać reszty:)

    OdpowiedzUsuń
  49. Mój Ukochany podczas promocji przy podkładach zadał podobne pytanie "A ty nie używasz tych azjatyckich teraz?":D Ale to ja go wzrokiem zmierzyłam XD
    CHociaż powiem szczerze, że jak idę z nim to powrzucam do koszyka, idę do niego i mówię "patrz, mało wzięłam", jeżeli on nie mówi słowa to wyciągam z koszyka i wychodzę z pustymi rękoma....

    Ale wracam potem sama ze zdwojoną siłą.

    OdpowiedzUsuń
  50. Hahahah ;p mój też był ze mną w rossku ;p dobre ;p

    OdpowiedzUsuń
  51. Mhm... i teraz większość komentatorek się zabija by pochwalić się, że one na przecenie w Rossmannie nic nie kupiły i że swoich chłopaków/mężów na zakupy nie ciągają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak... A my i tak wiemy swoje ;)

      Usuń
    2. Jeszcze kilka dni temu mogłabym powiedzieć to samo (że nic nie kupiłam), ale.... przepadłam. Skupiłam się wprawdzie na pielęgnacji, kolorówkę omijając, ale żal było nie skorzystać z takiej promocji. Żeby nie było, mąż też skorzystał na tych zakupach ;)

      Usuń
  52. no cóż, wspólne życie to kompromisy

    OdpowiedzUsuń
  53. Ja nigdy nie mieszam mojego faceta w blogowe sprawy, choć on mocno się wkurza jak przynoszę trzysetny lakier do paznokci, każe mi sprzedawać te, co mam, bo już się nie mieszczą w szufladach. Oprócz tego jak jedzie w delegację do Niemiec, to dostaje długą listę zakupów w DM-ie... Wy faceci jesteście uroczy! :D

    A Twój blog jest świetny, podoba mi się zamysł! Pisz, pisz koniecznie! :D

    OdpowiedzUsuń
  54. Mój Sebastian mógłby podpisać się pod tą historią obiema rękami. Każe przekazać Ci słowa wsparci, bo jego dziewczyna nie tylko czyta, ale i prowadzi vloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedny. Moja bloga, ale w zupełnie innej tematyce. Jeszcze by tego brakowało żeby poszła w kosmetyki. Albo nie daj buk w ubrania. Napawa mnie to lękiem.

      Usuń
  55. Dobry Boże, chyba jakieś odwrócenie ról w mojej rodzinie... Wpadam do sklepu biegiem i biegiem wypadam, w galerii nie wytrzymam więcej niż przejście przezs nią na dworzec, za to Mąż idzie do spożywczaka po jajka i mleko, a wraca po 3 godzinach z 4 torbami i plecakiem, bo były na promocji przyprawy z rękawicą kuchenną, paluszki z puszką, kawa z kubeczkiem (to wziąłem 3, bo ładnie w komplecie) i skarpety na wagę, w sumie takiej koszuli jeszcze nie ma, więc wziął (za 19.99!), a też 6 krawatów w kolorach hawajskich się przyda, choć ubiera je tylko na wesela, a tych w rodzinie spodziewamy się najwcześniej za 15 lat o.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze spożywką i akcesoriami kuchennymi to go rozumiem. Uwielbiam jeść, kocham gotować, w kuchni muszę mieć pełno wszystkiego :)

      Usuń
  56. Bardzo fajnie się Ciebie czyta.
    Swojego też zabrałam do Rossmanna, był dzielny ale milczał ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  57. Zmień dziewczynę. Zapewniam Cię, że są miliony takich, które nawet nie wiedzą do czego służy większość kosmetyków, mają jeden tusz i krem - żyją czymś innym :)
    Trzymaj się ciepło ;)

    OdpowiedzUsuń
  58. ja po pracy i odebraniu dziewczynek z przedszkola dałam młodym szybką wczesną kolację zostawiłąm instrukcję w jakie piżamki ubrać dziewczynki do snu i na której bajce skończyliśmy wczorajsze czytanie wsiadłam z sąsiadko do autka i pojechałyśmy na łowy hehhe po co męczyć faceta

    OdpowiedzUsuń
  59. Mój mąż w Galerii to rzadki widok. Staram się oszczędzać mu takich przeżyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  60. Mój lubi czasami pojechać ale jak jest promo i widzi tysiące kobiet malujących się itd odwraca się na pięcie i wychodzi heheh

    OdpowiedzUsuń
  61. Już wylądowałeś w obserwowanych:) U mnie z kolei jest tak, że... to mój facet ciąga mnie po sklepach a ja muszę to znosić:(

    OdpowiedzUsuń
  62. Kurczę, a ja nawet nie wiedziałam, że promocja w Rossmanie była. Teraz mam ochotę popełnić samobójstwo, żem taka gapa. Nie kupiłam miliona lakierów, podkładów, błyszczyków. Swiat mi się zawalił!

    OdpowiedzUsuń
  63. No to chyba dobrze że nie mam faceta i nie musi tego znosić...:D

    OdpowiedzUsuń
  64. A ja nie skorzystałam z 40% zniżki i Rossmanna nie odwiedziłam;) Choć sama prowadzę bloga, to chodzenie po sklepach jest dla mnie udręką (jak i dla mego lubego), stąd najpierw szukam w necie, a potem po upatrzoną rzecz udaję się do sklepu;)

    OdpowiedzUsuń
  65. Ja będąc wczoraj w Rossmannie widziałam parę, w której kobieta wrzucała do koszyka wiele rzeczy, a facet na to: "a nie potrzebowałaś jeszcze tuszu do rzęs?". Bywa ;)

    Plus dla Ciebie za świadomość wszystkiego co twoja druga połówka nakłada na siebie, na pewno dzięki temu masz łatwiejsze zadanie przy kupowaniu dla niej prezentów niż faceci, który olewają wszystko, byleby tylko wyszła szybko z drogerii i nie gadała z nim o kosmetykach.

    Chociaż zauważyłam, że mój brat zagląda ostatnio do wszystkich paczek, jakie do mnie przychodzą i pyta się co to i do czego to, teoretycznie go to nie obchodzi, a praktycznie jest zainteresowany.

    OdpowiedzUsuń
  66. hehe ja sie staram mojego nie ciągać po drogeriach, czasem tylko jak już jesteśmy w galerii to się staram przebiec przez rossmanna jeśli cos potrzebuję. ale i tak biedak się musi czasem dużo nasłuchac o kosmetykach i to już jest dla niego męką ;)

    OdpowiedzUsuń
  67. Jestem pod wrażeniem :) Fajnie poczytać jak wygląda to z drugiej strony :) Będę tu chyba częstym gościem i podeślę męża:)

    OdpowiedzUsuń
  68. Moja narzeczona *prowadzi* takiego bloga.. Rozumiem autora aż za dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  69. mnie ostatnio facet namawiał do zakupu paletki, bo po co jeden cień, w paletce mam przecież więcej;) namówił skutecznie, ale to zakupy internetowe, w domu, więc się nie liczy:P
    a do drogerii staram się go nie zabierać, chyba, że przy okazji;) wolę sama chodzić i mieć spokój

    OdpowiedzUsuń
  70. Przeczytałam mojemu tę notkę. Śmiał się. Pewnie sam mógłby napisać coś podobnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że każdy by mógł :)

      Usuń
  71. hahaha współczuję :P 40 % to jest spora obniżka i dlatego takie szaleństwo. Też byłam w Rossie w tym czasie, ale oszczedziłam tego mojemu facetowi. Przeszkadzałby tylko :P

    OdpowiedzUsuń
  72. Przydałaby się jeszcze fotka ze zdobyczami Twojej partnerki z Ross

    OdpowiedzUsuń
  73. Mój chłopak to prawdziwy anioł bo ze stoickim spokojem znosi nasze nieczęste wyprawy do drogerii.Przyznam się uczciwie że nie poszłam do Rossmanna w czasie promocji. Nie był to przejaw buntu, po prostu nie mam już miejsca na nowe kosmetyki;D
    Ilość moich kosmetyków nieco przeraża mojego chłopaka tym bardziej że wszystkie nagrody z rozdań itd idą na jego adres i musi je odbierać z poczty;)

    Mam chyba ten typ chłopaka który lubi ze mną chodzić na zakupy ( tak mi się wydaje;))
    Gdy kiedyś wchodziliśmy do Orsay to przed sklepem czekało mnóstwo facetów z przygnębionymi minami. Gdy zobaczyli mojego faceta który chętnie wchodzi ze mną do sklepu byli w szoku:D

    OdpowiedzUsuń
  74. hehe. ;D Końcówka posta jest świetna.
    Na szczęście mojego faceta do wszystkiego podchodzę z dystansem.
    Współczuje mimo iż jestem kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  75. Ja do Rossmanna chodziłam ukradkiem :P Mój facet by tego nie zniósł tak dzielnie :D
    Jak to śmiesznie poczytać o sobie z czyjejś perspektywy :D

    OdpowiedzUsuń
  76. Biedulek... :/
    Jak żyć... jak żyć..?

    OdpowiedzUsuń
  77. moja dziewczyna nie czyta blogów, przynajmniej teraz, ale za to, ogląda youtuba, otworzę bloga jak niesia i radza niszczą mi życie

    OdpowiedzUsuń
  78. A mnie ta cała promocja nie ruszyła:) już dawno za mną czasy, w których przyciągały mnie promocje, przestałam kupować kolejne kosmetykowe 'pierdółki', bez których potrafię się obejść. Zawsze przed zakupami patrzę na gazetkę, wypisuję co mnie interesuje, potem weryfikuję - hit czy kit, i zazwyczaj połowa rzeczy z listy odpada:) I ja zadowolona, i moje konto również.

    OdpowiedzUsuń
  79. eee, a ja już się wyleczyłam z ciągnięcia swojego chłopa po sklepach. Po co ma mi jęczeć i stękać, że nudno, że długo, że po co mi to ;-) Chodzę sama :-) w Rossmanie też byłam, a jakże i zakupy zrobiłam i powkurzałam się na laskę, która jak wryta stała pod "ścianą" Bourjois, mazała się czym popadnie i w efekcie nic nie wzięła :-o ale miejsce blokowała, a chętnych było wiele... wiele Pań, żadnego Pana nie spotkałam ;-) pewnie uciekli i stali pod sklepem te "3 minuty" ;-) jak i Ty Konradzie :-o a wogóle, to ciekawie zapowiadający się blog :-) wrzucam więc do obserwowanych :-)

    OdpowiedzUsuń
  80. ja tam nie byłam w rossmanie:) siostre wysłałam:) mój chłopak nie dopuszcza mnie do żadnego sklepu:)

    OdpowiedzUsuń
  81. no nie, co za zajebisty pomysł na bloga!
    Do Rossmanna weszłam kilka dni temu. To było coś jak poligon i kibolska ustawka, tylko wszystko działo się po cichu, jakby mentalnie, można było się domyślić do ma w głowie każda z nich. "ODDAJ TEN TESTER FRANCO", "O NIE BĘDĘ PIERWSZA PRZY REGALE MISS SPORTY, Z DROGI!".

    pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej - blogjerka czytająca blogi i nierozumiejąca internetów

    OdpowiedzUsuń
  82. Mój biedny mężczyzna też musiał ze mną koniecznie iść do Rossmanna po czym stwierdziłam, że dany puder mimo obniżki 40% nadal kosztuje mniej na allegro. Za to on kupił sobie żel pod prysznic więc MUSIAŁ być zadowolony :)

    Bardzo podoba mi się twój styl pisania i pomysł na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  83. Chyba mam z Twoja dziewczyna duzo wspólnego :) Za to mój facet jest zupełnie inny niż Ty - nigdy nie narzekał, gdy musiał leciec ze mną po lakier albo zjeździc połowe rossmannów w mieście w poszukiwaniu TEJ szminki :) Chyba trafił mi się skarb :p

    OdpowiedzUsuń
  84. śmiechowo to opisujesz :P w sumie mój T. nigdy nie narzeka ale kto go tam wie czy nie krążą mu podobne myśli po głowie :D

    OdpowiedzUsuń
  85. Hahah, też swojego zaciągnęłam do rossmana i to dwukrotnie ;) No tyle, że koszulki na zachętę (ani na pocieszenie) nie dostał :P

    OdpowiedzUsuń
  86. O Chrystusie złoty, gdzieżesz Ty ten skarb znalazł który tak litościwie ciągla Cię za koszulki to tłumów rossamanowych i każde uczyc się rodzajów podkładów?? Czuje się z lekka jakby mi kto podwazył mą kobiecą naturę bo raz, że mój małż pojęcia nie ma co to maseczka w rossmanie a dwa ja nie mam bladego pojęcia czym jest podkład mineralny. Moje zycie straciło sens. Ani nie ciagam męża swego na zakupy moje a conajwyzej na takie na ktorych jemu coś kupujemy to o blogu gadam z nim tylko w kontescie zjawisc społecznych (o zobacz jaki uroczy hejter) albo robiąc sarnie oczy na "zrooobisz mi foooteeeeczki?" ;)
    Czuje ze wiele mnie omija w tym blogowym zapedzie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że nikt go po głowie nie wali i nie ciągnie na siłę. Wydaje mi się, że autor to raczej typ faceta, który lubi zgłębiać kobieca psychikę. Tacy naprawdę istnieją :) Mój własny prywatny mąż wspiera mnie w prowadzeniu bloga. Może nie uczy się maseczek, ale gdy dostaję paczkę, pyta co dla niego, albo kupuje mi jakieś gadżety do aparatu, żeby były lepsze zdjęcia :)

      Usuń
    2. Albo autor jest łatwy i za fajną koszulkę pójdzie nawet do Rossmanna w promocję. Tak tylko mówię.

      Usuń
    3. Albo taki któremu łatwiej powiedzieć "ok, jedzmy do rosmana" niz potem wysluchawac litanii i tym jak to nie wspiera swojej kobiety w jej pasjach ;) (o jakosci tych pasji nie bede tutaj dywagowac) trudno orzec jednoznacznie. Moj tez mnie wspiera w prowadzeniu bloga, jest ciekawy moich zakupow ale ja tez nie jestem hitelerem zeby zmeczonego i niewsypanego ciagac po rosmanach i co gorsza pytac czy pasuje mi podklad :D Gadzety do aparatu to zupelnie inna kategoria bo jaramy sie tym oboje ;))

      Usuń
  87. Ja bym mojego w życiu nie wyciągnęła do Rossmanna :P

    OdpowiedzUsuń
  88. "Nie wiem, ale coś im się na twarzach mieszało. Mężczyźni nie patrzą. Nie ma ich tam. Boję się. Wychodzę ze sklepu."
    Konradooo!!! Rozwaliłeś mnie w tym fragmencie ;D Tak przy okazji - genialny pomysł na blog! Winszuję i 3mam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  89. Genialnie jakbym czytała o moim facecie muszę mu to pokazać;D

    OdpowiedzUsuń
  90. Jakiś czas temu pracowałam w Rossmannie;) Ciesz się ,że Twoja kobieta się tak uwinęła;)

    OdpowiedzUsuń
  91. mój mąż to nawet nie zbliża się ze mną do Rosmmana :))

    uśmiałam się i .....obserwuje :)))

    OdpowiedzUsuń
  92. Na szczęście takie promocje zdarzają się rzadko (jakby to kogoś powstrzymywało ;)). Muszę zapamiętać trik z koszulką, tak na wszelki wypadek.
    Chociaż ja utykam głównie w empiku.

    OdpowiedzUsuń
  93. Chyba zostaniesz moim ulubionym blogerem ;)

    OdpowiedzUsuń
  94. ale się uśmiałam :D
    to jakby sceneria z mojego związku :) wszystko dokładnie tak samo u nas wygląda.
    Przeczytałam Twojego posta mojemu facetowi-niech się cieszy, że nie jest sam w 'mękach kosmetycznych' :D niech nie myśli, że tylko on rozróżnia kosmetyki po samym opakowaniu, że zna firmy, i przede wszystkim ceny, itd itd

    OdpowiedzUsuń
  95. Oj nie demonizujmy...;) Jeśli chodzi o mnie ważniejsze jest jednak te 18 cm ;)
    A z mężem mamy umowę - ja wchodzę do Rossmanna, on do Media Markt - nikt na nikogo nie czeka przestępując z nogi na nogę - polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  96. Mój mąż chodził w lekkiej oddali od szaf z kolorówką. Tylko co jakiś czas kątem oka go widziałam. Nie marudził, nie narzekał , nosił później reklamówkę. Też dostał T-shirt :):):)

    OdpowiedzUsuń
  97. mój misiu nawet nie wchodził czekał przed sklepem jedząc hot doga ;D trochę to trwało... ale widząc tych biednych, speszonych i przerażonych mężczyzn podążających za swoimi kobietami troszkę im współczułam ;P

    OdpowiedzUsuń
  98. Nie lubie Rossmanna i u mnie nie ma tych 40% ale nawet jakby byly, to pewnie i tak bym nie skorzystala :P

    I zadnej kobiecie nie beda obojetne te centymetry, stala pensja + bonusy ale nie mozna sie ciagle cieszyc z tego samego a nic nie poprawia humoru w takim tempie jak kolejny lakier, blyszczyk, cienie, podklad lub bizuteria ;)))

    OdpowiedzUsuń
  99. Potrzeba inspiracji na kolejne noty= częstsze zakupy kosmetyczne i/lub urodowe. Znowu obróciło się "przeciwko" Tobie.

    Powodzenia! Będę zaglądać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  100. Hahahha jak bym słyszała Pana Narzeczonego..wyszedłem grubo - wina aparatu!!! :) Z tymi drogeriami to mocno przekoloryzowane, ale faktycznie faceci się tam męczą.

    OdpowiedzUsuń
  101. Ahaha, ja chłopaka nie ciągnę po drogeriach.:P A jak idzie ze mną na zakupy to z własnej woli.:)

    OdpowiedzUsuń
  102. Szczerze? W pierwszej chwili pomyślałam,że to musi być prowokacja i bloga prowadzi dziewczyna :P. Ale nieważne, tak czy siak, dodaję do obserwowanych, bo świetnie te posty się czyta! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na górze jest link do mojego drugiego bloga. A jeśli dobijemy do tysiąca obserwujących pokażę swoją męskość. Do tego czasu musicie mi wierzyć na słowo. Poza tym żadna dziewczyna tak ładnie nie pisze ;)

      Usuń
    2. Męskość mówisz...? :D No to dziewczyny obserwujemy i czekamy :D

      Usuń
    3. Haha czekamy i cóż za skromność:D

      Usuń
    4. LOL
      W takim razie rozpromuje Twojego bloga na FB proszac wszystkie psiapsiolki, kolezanki i znajome, zeby staly sie Twoimi obserwatorkami. ;)

      Usuń
  103. Cholera.. mój mąż już się nie daje wciągnąć do drogerii.. chyba że są tak jakieś perfumiki, wtedy mam z głowy. Dobry patent ma ta Twoja kobieta.. na pewno wykorzystam pomysł z jakimś zamykaczem buzi typu koszulka:D po ostatniej rossmanowskiej promocji przytargałam mu krem do twarzy dzieki czemu pytania w stylu " cóż znowu kupiłaś" miałam odpuszczone. :)

    OdpowiedzUsuń
  104. Świetnie się Ciebie czyta! Piszesz lekko i swobodnie. Zdecydowanie zostaję na dłużej. :)
    Mój chłopak na zakupy ze mną, owszem, lubi chodzić, ale tylko te ubraniowe. Chociaż i tak po 3 godzinach zaczyna marudzić :P Ale wszystkie drogerie omija szerokim łukiem, a jeśli musimy razem wejść, to jego zbolała mina mobilizuje mnie do wzięcia z półki potrzebnej rzeczy i natychmiastowego wyjścia. Staram się go nie męczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  105. hahahahahahah zsikałam sie:d

    OdpowiedzUsuń
  106. Konrad- jesteś super dzielny! Mój by na to nie poszedł, nie ma bata... i ani koszulka, ani aparat Cię nie pogrubia! :) Facet, który po ciężkim dniu, głodny i zmeczony idzie z kobietą na wyprzedaże do Rossa to jest SKARB! Jesteś wielki Ziom! :) ;)

    OdpowiedzUsuń
  107. Z tą czterdziestką masz rację. Nie myślę o wysokości przecen, raczej o wieku. Skończyłam cztery dychy i dumnie wkroczyłam do blogosfery. Nie wiem, czy wtedy też oszalałam, bo to podobno nastąpiło tuż po narodzinach, ale przewróciłam swoje życie do góry nogami. Na razie tak wiszę. Mam nadzieję, że jak w końcu spadnę, to na cztery łapy, a nie na dupę.

    OdpowiedzUsuń
  108. Mój o dziwo dla świętego spokoju powiedział, że funduje. Ale podchodząc do kasy wziął jeszcze tabletki na ból głowy -.-

    OdpowiedzUsuń
  109. aaaaaaaah jakie to prawdziwe... nie wiem co sie z nami dzieje w tych drogeriach, ale zawsze znajdzie się coś do kupienia, takie sklepy z zabawkami dla dużych dziewczynek ;-)

    OdpowiedzUsuń

ShareThis

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...